Diamenty

...Światła miasta gasną 
Przyjaciele odchodzą 
Pusta droga 
Gorzka miłość 
Rysunek na szkle 
Nierzeczywiste marzenia 
Uczucia ulotne jak dym 
Marzyciele w zamkach z piasku 
Ale jesteś na dole i  górze 
Czy na górze i dole 
Czasem pragniesz by Twoje serce 
Było z kamienia 
Ale zmień ster 
Zerwij łańcuchy 
Połóż stal nierdzewną i śmiej się z bólu 
Przecież 
Diamenty są wieczne 

Motyl

Na wietrze
Latający motyl
Rozmyślanie ponad miarę
Nad każdą drobnostką
Nikt nie powiedział
Że będzie łatwo…
Z witrażowego szkła
Ucieczka w nieznane
Chwila samotności
Jeden gest
Co mam uczynić?
Po prostu
Podążaj swoją linią życia
A jeśli będzie boleć
Co wtedy?
Jedno spojrzenie
W ujęcie czystego
Przejrzystego nieba

W deszczu…

Czekam na niebo 
O ciężkich obłokach 
Byś nigdy 
Nie zobaczył 
Jak złamane serce 
Ciągle rani 
Mam swoją dumę 
I cały 
Mój smutek 
W deszczu ukryję 
Te krople 
Wysłane z nieba 
Nie zmyją ze mnie 
Rozpaczy 
Jednak 
Kiedy wszystkie łzy 
Wypłaczę do końca 
Uśmiechnę się 
I pójdę w stronę słońca 
Ale nim tak się stanie  
Kochanie 
Nigdy nie poznasz 
Co do samego końca czuję 
Bo przecież 
Mój płacz w deszczu 
Ukryję 


Za późno

Spędzam czas patrząc jak mijają dni 
Przy dźwiękach piosenki "Forever" 
"Dziewczyno będę Cię kochał na zawsze" 
Modlitwa pozostaje nie wysłuchana 
Zegar wybija 
Kolejny rytm 
Ale mój jest zwolniony 
W mej głowie 
Klatka po klatce 
Odświeżam wspomnienia 
Wśród tych zdjęć umysłu
Niezapomniany obraz... 
Chciałeś żebym była silna 
Ale teraz wiem 
Że byłam w błędzie 
Jestem wyczerpana 
Moje pytania zostają 
Bez odpowiedzi 
Jest już 
Za późno

Prawda

Dlaczego wciąż rozpamiętuję tamten czas kiedy byłeś Ty i byłam Ja 
Wciąż się okłamuję i zadaję to samo pytanie co było nie tak 
Że odszedłeś znikłeś odtrąciłeś moją miłość o którą tak kiedyś się starałeś 
Dlaczego nie potrafię o Tobie zapomnieć tak jak zapomniałeś Ty 
Jaki to wszystko miało cel 
Dlaczego dlaczego tak bardzo boli 
Przecież powinnam Cię nienawidzić 
A ja wciąż ukradkiem ocieram łzy 
I tęsknię tak bardzo że aż brakuje tchu 
Idąc ulicą wśród tłumu szukam oczu Twych 
I ciągle żyję nadzieją 
Że zapukasz do mych drzwi 
Mówią że czas leczy rany 
Ale ze mną jest chyba coś nie tak 
Bo ja wciąż czuję ból w sercu złamanym 
Ciągle i wciąż zadaje sobie pytanie 
Czy kiedykolwiek widziałeś moje serce zakochane 
Czy kiedykolwiek widziałeś moje oczy na Ciebie skierowane ? 
Wiem że tracę swój czas na rozpamiętywanie 
Próbowałam to zmienić jednak 
Jednego czego potrzebuję to prawdy 
Więc proszę przeczytaj mój list 
I powiedz mi prosto w oczy że nie znaczyłam dla Ciebie "nic"

Żyj

Zawsze ufajmy w to 
Kim jesteśmy 
Nie liczy się 
Nic innego 
Życie jest nasze 
Więc żyjmy 
Po swojemu 
Każdy dzień 
Przynosi nam 
Coś nowego 
Otwórzmy wszystkie zmysły 
Bo każdy z Nas 
Jest swoim własnym 
Zwycięzcą 
Z dobrymi lub złymi 
Pamiątkami 
Możesz dać wszystko albo nic 
Żyj całym sobą 
Więcej 
Nie liczy się nic

Kiedykolwiek

Czy kiedykolwiek się dowiem 
Czy znaczyłam 
Dla Ciebie 
Coś więcej niż 
Nic 
Czy kiedykolwiek 
Zacznę znów 
Śnić piękny sen 
Bez niedomówień 
I gorzkich łez 
Czy kiedykolwiek 
Przestanę 
Gonić Twój 
Uciekający cień 
Czy kiedykolwiek 
Zapomnę 
Że odszedłeś 
Bez słowa 
Jak zwykły "tchórz"

Donikąd

Idę w deszczu 
Próbuję zmyć ból 
Jakim jestem człowiekiem 
Że tonę 
W morzu miłości 
Jakim jestem głupcem 
Że szukam cieni 
Wspomnień 
To upadam 
To się podnoszę 
Idę drogą 
Donikąd 
Która nigdy 
Już się nie 
Powtórzy

Cień

Gdybyś dziś stanął obok mnie 
I dostał kolejną szansę 
Aby wejść na ścieżkę przeszłości 
Na której Cię nie było 
We właściwym czasie
Mówię NIE 
Nie ma już kolejnej szansy 
Bo gdybyś naprawdę posłuchał 
Mojej wyobraźni i mnie 
Wiedziałbyś 
Że nie znajdziesz światła  
Z rozproszonego odchodzącego cienia 
Mojego cienia

Sowa

Sowa nocą wykrzykuje  
A Ty czujesz się jak kamień 
Który smaga deszcz 
Wołasz do wiatru 
By zabrał 
Twój lęk 
Daleko od domu 
Daleko od łez 
Bo wiesz 
Że jesteś blisko 
Zbyt blisko 
Krawędzi duchów piekielnych 
Jesteś samotny 
Czujesz to 
A życie nie jest 
Już tym samym 
Puste zasady 
Których nie da się ukryć 
Sowa pohukuje 
Gdzie jest światło 
Obudź się 
Nie odkładaj tego 
Nie udawaj 
Wiem że to rozumiesz 
Że przyszłość 
Jest 
W Twoich rękach

Wrota

Tak prosto dać się ponieść emocjom 
Brać je na poważnie 
A one grają 
I robią z nas głupców 
Tak samo słowa 
Łatwo w nie uwierzyć 
Oddać w nich wszystko 
Co tylko można 
A potem gdy 
Wszystko się kończy 
Czujesz się jak 
Niemowa 
To miłość 
Tak nami mota 
Od bram niebiosa 
Po piekieł wrota

Istnienie

Ręka drży 
Słowa 
Gdzieś się gubią 
Marzenia 
Gasną w chwili 
Dusza 
Przestaje być 
Tęskni 
Błądzę myślami 
To one przygniecione 
Są dziś wspomnieniami 
Serce smutek zalewa 
A oczy zachodzą łzami 
Nic już nie ma wokół 
A czas nie szuka przyczyny 
Światło świecy przemyka 
W jej płomieniach 
Szukam okruchy 
Naszego istnienia ! 

Nie mam dość

Bez względu 
Na to co robię 
Nigdy nie 
Mam dość 
Chociaż tak 
Miłość 
Ogłupiła mnie 
Przemierzyła 
Mile może dwie 
By upaść 
Na samo 
Dno 
Jednak nigdy 
Nie mam dość 
I podniosłam się 
Kolejny raz!

Cena

Podążasz własną drogą 
To jest Twoje uwalnianie duszy 
Poprzez wiatr i deszcz 
Walczysz o swoje prawa 
I czasem to wygląda 
Jak byś tańczył z diabłem 
Ale dziś już wiesz 
Że cena wolności 
Jest bardzo wysoka ! 


Łza

Spaceruje w ciszy letniej nocy 
Samotna łza spływa 
To nic 
Dziś już wiem 
Że nie powinno być 
Kolejnych złudnych 
Obietnic 
Pustych słów 
Wiem też 
Że nie będzie 
Kolejnych szans 
I ta łza też jest ostatnia!

Na nowo

Powoli na nowo 
Odkrywam nowy dzień 
I noc też już nie wydaje 
Się taka pusta 
Z każdym kolejnym świtem 
Uśmiecham się do siebie 
Pogodniejszy jest oczu blask 
I żal mniej trawi 
Serce nie płacze na każdą myśl 
I dusza weselszy śni sen...  
Nie 
Nie zapomniałam 
I nigdy nie zapomnę 
Lecz pogodziłam się z tym 
Że więcej 
Cię nie zobaczę!

Uczucie

Miłość uczucie 
Które sprawia 
Że rośniemy 
Uśmiechamy się przez łzy 
Ile stron 
Marzeń i złudzeń 
Można by było 
W nich wyczytać 
Miłość mieszka 
W duszy 
I nie może 
Wyjść 
Z labiryntu 
Tęsknoty 
Miłość przychodzi 
W myślach się skrywa 
Historie prawdziwe 
Które nas dotyczą 
Wielkie uczucie miłości 
Wolni więźniowie 
Jest jednak 
Kruche uczucie miłości 
Które się kończy 
Ale dlaczego pozostaje 
W sercu 
Bo tylko 
Dzięki niemu 
Wiemy jak smakują łzy

Silna

Zawsze mówiłeś że jestem silna 
Silna tak do końca 
Że będę się  wznosić 
Nawet gdy pada deszcz 
Ale tak ciężko 
Być silną 
Gdy tak długo 
Się za kimś tęskni 
Czas ucieka 
I coraz trudniej się trzymać 
Jednak 
To nie jest pożegnanie 
To jest wołanie 
Że gdzieś tam jesteś 
I myślisz o mnie 
Muszę w to wierzyć 
By moje serce 
Nie stało się całkiem 
Puste

Przedstawienie

To konkretne przedstawienie 
Oto sztuczka umysłu 
Dwie twarze 
Skąpane 
W świetle księżyca 
Ona taka delikatna 
On tańczy 
Wśród ognia 
Poruszają się i spadają 
Właśnie zaczynają nową opowieść 
Do jednego z zakazanych miejsc 
To jest tak czyste i jasne 
To dotyk westchnień 
Świece płoną 
Cienie znikają 
Przedstawienie 
Wciąż trwa 
I trwać będzie 
Do wschodu dnia

„forever”

W uszach rozbrzmiewa muzyka 
W sercu tęsknota 
Powiedziałeś "forever"  
Tak miało być 
Zostały tylko piosenki słowa 
A ja pamiętam 
Każdy gest 
Każdy szept 
Wszystkie dni 
I każdą noc 
I nawet teraz 
Kiedy "na zawsze" 
Przestało mieć dla Ciebie sens 
To moje serce 
Zawsze będzie 
Tęsknotą bić

„Nigdy”

Życie może być tym 
Czymkolwiek chcesz 
Uwierz w coś 
Masz klucz 
Weź i nie puszczaj 
Co to za dźwięk ? 
Przeznaczenie 
Odbija szanse 
Zgubione znalezione 
Powiedz gdzie kończy 
Się przedstawienie 
Twoje życie 
Tylko uwierz w "coś" dobrego 
I nigdy nie mów 
"Nigdy" 

Policz do trzech

Zamknij oczy 
I porzuć to 
Złe przeczucie 
Zamknij oczy 
I policz do trzech 
Zamknij oczy 
Przerysowane konwenanse 
Większe niż Ty 
Bardziej niż Ja 
Zamknij oczy 
Szczery tak do bólu 
To dodaje sił 
Zamknij oczy 
I policz do trzech !

Skrzydła

Każdy z Nas 
Szuka tego "czegoś" 
Rzeczy które wypełniają pustkę 
Niektórzy 
Znajdują to w twarzach swoich dzieci 
Inni w oczach ukochanych 
Jedni znajdują to o poranku 
Drudzy w zaułkach i trudach życia 
Znajdują to słowach bliźnich 
W drobnostkach śmiechu lub płaczu
Nie zaprzeczaj 
To daje szczęście 
Gdy znajdziesz 
Tą wyjątkową rzecz 
Czujesz że latasz 
Bez skrzydeł !

Dziewczyna księżyca

W chmurach widzisz 
Płomień miłości 
Ogrzewa Cię 
Gdy życie marznie 
Chcesz krążyć 
Dookoła 
Oderwać stopy od ziemi 
Wzlecieć 
I trwać w uniesieniu 
Nie chcesz 
Zejść w dół 
Chcesz żyć 
Poruszać się w niebiańskich 
Rytmach muzyki 
Kochać 
By w żyłach 
Nigdy nie zamarzła krew 
I już wiesz 
Że dotarłaś do miejsca 
Przeznaczenia 
I jest to prawdziwe 
Dziewczyno księżyca

Dłoń

Podążając samotną autostradą życia 
Ciężko jest znaleźć 
Prawdziwego przyjaciela 
Pomocną dłoń 
Kogoś kto zrozumie 
Bez zbędnych słów 
I kiedy w labiryncie 
Samotnych dni 
Pogubisz się to 
Wskaże drogę...  
Ale wpierw musisz 
Uwierzyć w samego siebie 
A pomocna dłoń 
Zawsze będzie 
Blisko Ciebie 

Iluzja

Tworzenie miłości 
Było dla niego zabawą 
Nigdy nikogo 
Nie potrzebował 
Zapatrzony w siebie 
Uśmiech iluzji 
Nigdy z twarzy 
Nie zdejmował 
Powoli ramionami 
Swej mocy 
Oplatał 
Jak pajęcza nić 
Straciłaś rozum 
Serce skradł 
Za chwilę z nim 
Oddałaś byś wiele 
Dla niego nie znaczyłaś 
Nic ! 

Królowa Deszczu

Jest w życiu czas na dobro 
Jest czas by uśmierzyć ból 
To czas by podjąć ryzyko
Spróbuj pomarzyć o słońcu 
Królowo Deszczu 
Miłość jest wszędzie 
Gdzie idziesz 
Nie musisz dotykać 
By poczuć 
To każda sekunda 
Którą kradniemy 
To także uczucie 
W smutku i rozpaczy 
Królowo Deszczu 
Otwórz oczy 
I zobacz 
Że miłość 
Jest wszystkim 
Wystarczy 
Że pokochasz 
Słońce 

Kwiat

Idąc mroczną ścieżką 
Śpiąc z aniołami 
Woła 
Mój kwiat 
Zwiędł między stronicami 
Jeden bez imienia 
Marzy o prawdziwym deszczu 
Zagubiony w mroku 
Za nadzieję 
Oddał by wszystko 
Śni ponownie 
Rozkwita na nowo 
Odchodzi 
Z mymi grzechami 

Cichy Anioł

Pod kosmykami rzęs 
Chowasz emocje 
Płatkami łez 
Zakrywasz serce 
Dusza nic nie powie...  
Zapadasz w sen 
Jest tam coś 
Czemu nie możesz się oprzeć 
Chowasz się przed bólem 
Każdej nocy 
Żyjesz innym życiem 
Najpiękniejszą muzyką 
Jest cisza 
Której nigdy nie słyszałeś 
Twoje stopy 
We śnie nie dotykają ziemi 
Cichy Anioł 
W twojej fantazji 
Jak dźwięk miłości 
Prosisz 
Nie zostawiaj mnie samego 
Z kamiennym sercem 


Przeszłość

Wszyscy zaczynamy z dobrymi intencjami
Gdy miłość jest świeża 
Wierzymy że możemy się zmienić
Zostawić przeszłość za sobą 
Ale nosimy na plecach ciężar 
I czas zawsze go odkrywa
W świetle samotnego poranka 
Tę niezagojoną ranę 
Ten gorzki smak 
Ciągle powraca 
I nie zmienia 
Tego fakt 
Że to kolejny raz 
Kiedy przeszłość 
Dogania nas

Bumerang

Zmęczony prostą linią 
Kontynuuj budowanie kłamstw 
Które wymyślasz 
Dla wszystkiego czego Ci brak 
Nie robi różnicy ucieczka ten ostatni raz 
Prościej uwierzyć 
W te chwalebne smutki 
Przecież prawda 
Bywa mało oczywista 
Możesz krzyczeć 
Możesz wrzeszczeć 
Nie ujmując kłamstw 
Pewnego dnia zrozumiesz 
Że kłamstwo wraca jak bumerang !

Lęki

Okrutna jest noc 
Która skrywa 
Twoje lęki 
Ile jeszcze 
Zmartwień 
Będziesz 
Usiłował ukryć 
W świecie 
Iluzji 
Które 
Przyćmiewają Twój umysł 
To musi być 
Gorzka bryza 
Która bezlitośnie 
Cię wyniszcza 
Jednak 
Jeżeli odważysz otworzyć 
Swoje serce 
Możesz zacząć wszystko od nowa 
Gdy Twój kruchy świat zacznie się rozpadać

Dusze

Zapada zmrok 
Zachodzi słońce 
Jedna po drugiej 
Ukazują się gwiazdy 
Nadchodzi fala 
Zmywając z piasku 
Ślad stóp 
Kończy się dzień 
Nastaje noc 
Mimo tego że w życiu 
Jesteśmy rozłączeni 
Na zawsze 
Pozostaniesz w moich snach 
Teraz wszystko 
Co posiadaliśmy zniknęło 
Lecz ja wciąż pamiętam 
I tak jak róża 
Która przetrwała deszcz 
Zostanie coś pięknego 
Łzy nie zostawią śladu 
Czas złagodzi ból 
Jesteśmy podróżnymi 
Tylko nasze dusze 
Przetrwają

Burza

Szalejąca burza 
Wstrząsa moim 
Zmarzniętym sercem 
Ja jestem tu 
Ty tak daleko 
Zastanawiam się 
Dlaczego odszedłeś 
Spędzam czas na rozmyślaniu 
I to doprowadza mnie do szaleństwa 
Nie chcę tęsknić 
A jednak to robię 
Telegrafem myśli 
Wysyłam wiadomość 
Do twej duszy 
Nie mogę 
Zmniejszyć dystansu 
Jednak 
W Twoim świecie 
Nie mam żadnego 
Znaczenia 
Po prostu nie istnieje 
Wiedz że nie chcę 
Tęsknić za Tobą 
Jednak to robię 
I znów burza 
Przetacza się 
Przez moje 
Zmarznięte serce 
Chwila ostatniego 
Dotknięcia 
Wspomnienie 
Dzielone 
Przez dwoje ludzi

Nowy start

Jeśli Twoje serce jest złamane 
Przerób to na nowy start 
Nie poddawaj się 
Policz do dziesięciu 
Uczucia i emocje są 
Jak wzburzone oceany 
Trzymaj się mocno 
By ujrzeć światło 
I znaleźć drogę 
Nie pozwól miłości 
Zejść z oczu 
Bo tylko wtedy 
Nie będziesz sam 
Próbuj 
Jutro jest kolejny dzień 
Cienie będą odchodziły 
Miłość znajdzie drogę 
Do Ciebie 
Tylko pamiętaj ! 
Marzenia zostaw na wezwanie !

Nowy czas

Czasy były trudne  
Poduszka wypełniona 
Zamarzniętymi łzami 
Czuję że nadchodzi 
Nowy czas 
Aleja gwiazd 
Przeniesie mnie znów 
Do ukochanych marzeń 
Miłość potrafi płodzić nieporozumienie 
Ale me serce niedługo będzie lądować 
Inna miłość na złotych skrzydłach 
Magiczna fala 
Obudzi na nowo serce 
Zamarznięte łzy 
W krople wiosennej rosy 
Się zmienią 
Po tęczy 
Boso będę szła 
Aż do zachodu dnia 
Nigdy już nie umrę z miłości 
Ale wiem że nie będę jej miała dość ! 
Muszę już iść 
Nie mam czasu do stracenia 



Ściany

Gdyby ściany 
Umiały mówić 
Powiedziałyby 
Jak wiele usłyszały 
Ile zbrodni ukrywały 
Jak dużo wycierpiały 
Gdyby ściany mogły 
To by zapłakały 
Nad nie jednym 
Życiem zmarnowanym 
Gdybyś wiedział 
ile te ściany wytrzymały 
To zamieniłbyś się w diament

Nowy dzień

To koniec naszej miłości 
Wiem że czas pokaże 
To mojemu sercu 
Nie jest to łatwe 
Nie łatwo to powiedzieć 
Ale po prostu 
Jutro jest kolejny dzień 
Inna ścieżka w życiu 
Wczoraj odeszło na zawsze 
Wiem nie mogę 
Ignorować tego 
Bo przecież  
Każdy dzień 
Jest nowym dniem

Zwykły dzień

To był zwykły dzień 
Kiedy się dowiedziałam 
Że miłość jest kłamcą 
Kiedy zostawiłeś 
Moje serce odsłonięte 
I wiatr wieje zimny 
Czy to była miłość 
może zapożyczony czas 
lub tylko gra ? 
A może coś pomiędzy 
Taką miałeś wizję ? 
Wirują myśli 
Prześladują  mnie 
Rozdarta na pół 
Straciłam kierunek !

Błąd

Deszcz w moim sercu 
Teraz jesteśmy osobno 
Każda godzina 
Jest samotną nocą 
Taki błąd 
To cena jaką trzeba zapłacić 
Nie miałeś racji 
Odszedłeś 
A ja nie przypuszczałam 
Że miłość 
Może być tak silna !

Zbyt wiele

Zbyt wiele łez 
Zbyt wiele kłamstw 
Czeka na spełnienie marzeń 
Na zupełnie nowy początek 
Dla złamanego serca 
Daleko by dosięgnąć gwiazd 
Blisko by ocalić noc 
Uciec w przeznaczenie 
Oszukać samego siebie 
Zakochać się jeszcze 
Raz

Powrót

Nie bój się być słabym 
Jeśli musisz to zacznij płakać 
Nie zważaj na to co ludzie powiedzą 
Po prostu spójrz w swoje serce 
Podążaj własną drogą 
I uwierz w przeznaczenie 
To nie jest początek końca 
To powrót do samego siebie

Bajka

Przez chwilę żyłam jak w bajce 
Miałam suknię ciepłym dotykiem tkaną 
W oczach blask 
Serce szczęściem przepełnione 
Na jawie śnił się najpiękniejszy sen 
Otoczony pełnym namiętności słowem 
Dywan po którym stąpaliśmy 
Z marzeń był utkany... 
Lecz niestety bajka 
Która miała wiecznie trwać 
Nagle bez słowa się skończyła!

Tęsknię

Tęsknię za Tobą 
Nawet nie wiesz jak bardzo 
Próbowałam to ukryć 
Nawet przed sobą 
Nie potrafię zapomnieć 
Ani zrozumieć 
Dlaczego już 
Nie pukasz w moje okno 
Patrzę w niebo 
Szukam zrozumienia 
Dlaczego wciąż 
Tęsknię za Tobą 
Przecież 
Ciebie już nie ma!

Most

Most porażek 
Po którym 
Spaceruje serce 
To jest ból 
Który się nie skończył 
Kłamstwa emocje 
Zawracają 
By ranić duszę 
Most porażek 
Niejedno ma imię

Czy można ?

Czy można winić słońce za to że świeci 
Księżyc czernią się pokrywa 
A miasto mgłą się okrywa ?
Czy można winić 
Przyjaciół którzy odchodzą 
Miłość niespełnioną 
I duszę zranioną ? 
Czy można winić 
Matkę która 
Dziecko zabija 
Ojca co wypłatę przepija ?
Czy można winić 
Brudy drugiego 
Człowieka ? 
Pewnie że można !
Tylko czy nie lepiej 
Popatrzyć 
W głąb własnego 
SUMIENIA ?! 

Co teraz ?

Wspomnienia się wymykają 
Miłość przybiera kolor szarości 
Opuszczona 
W cieniu do wieczności 
Serce spada z nieba 
W dół drogi 
Ocean łez 
Chwile gasną 
Tęsknię za Tobą 
Co będzie teraz...?

Wyobraźnia

Wszystkie słowa 
Które kiedyś 
Wypowiedzieliśmy 
Uciekają wzdłuż 
Muru opowieści 
Nie zatrzymam 
Uczucia które odchodzi 
Smakuję łzy 
I widzę 
Jak spacerujesz 
Wewnątrz mnie 
Ale to tylko rani 
Moją duszę 
Wygląda na to 
Że miłość odeszła 
I mogę to poczuć 
Kiedy kończysz tą historię 
Żegnasz moją wyobraźnię 
I mnie !

Czy można ?

Miliony zwątpień 
Jednak 
Tysiące wspomnień 
Czy można 
Powrócić 
Złagodzić ból 
Naprawić i uwierzyć jeszcze raz 
Tak po prostu 
Bez kłamstw ?

Kłamstwo

Słyszę dudnienie 
Czuję upokorzenie 
Odejdę 
A Ty nie będziesz wiedzieć 
Że kłamię 
Nie mogę przestać 
Cię kochać 
Nie przestanę 
Cię kochać 
Stwarzam pozory 
I mówię Ci 
Żegnaj 

Tak wiele…

Tak wiele przygód mogło nie zdarzyć się dzisiaj 
Tak wiele piosenek zapomnieliśmy zagrać
Tak wiele marzeń odchodzi w niepamięć
Bo nie pozwalamy im się spełnić 
Nigdy nie mówmy nigdy 
Bo nie znamy jutra 
A nadzieja 
Nie może odejść smutna

Zaklęcie

Czy będziesz mógł złamać zaklęcie 
Wrócić do swojego własnego świata 
Tylko czas Ci powie 
Bo kiedy śpisz w swoim pokoju 
Nikt nie usłyszy 
Twego płaczu  
Czy będziesz mógł złamać zaklęcie 
Nie może być niczego pośrodku 
Kiedy Twoja duma leży na podłodze 
A kiedy spróbujesz 
Iść samotnie 
Musisz mieć nadzieje 
Że zrobisz to bezpiecznie 
Bo kiedy wrócisz 
Do swojego świata 
I złamiesz zaklęcie 
Twoje sny 
Będą już bezpieczne

Ulica duszy

Idąc ulicą mojej duszy 
Zabrałeś wszystko 
Straciłam kontrolę 
Oddałam się cała 
Uczuciu które 
Dla Ciebie 
Nic nie znaczyło

Morze łez

Przepadła bez śladu 
Utonęła w morzu łez 
Słyszała w oddali  
Słowa obietnicy 
Która nie znaczy 
Już nic 
Miało być 
Na zawsze 
Nie zostało nic  
Ostatni oddech 
Puste spojrzenie 
Otchłań 
Rozmyty obraz 
Nie 
Tak nie może 
To skończyć 
Jeszcze raz 
Podniosła twarz 
Nadzieja z tęczą wzeszła 
I już wie że to dobry znak 
I jeszcze pokocha 
Na zawsze 
Dopóki życie trwa 

Miłość

Miłość jest wieczna 
Mimo burz 
Mimo wad 
Nigdy nie odchodzi 
Wiecznie trwa 
Miłość wieczna jest 
Lecz nie człowiek 
Który ją trawi 
Zniewala 
Sypie kłamstwa 
A na koniec 
Odchodzi 
Pomimo bólu i łez 
Miłość nigdy nie mówi żegnaj 
Ona wiecznie trwa 
Mimo że serca dwa 
Przestały rytmem grać 
Miłość wieczna jest 
Człowiek niestety nie

Godzina …

Gdy wybija godzina ... 
Patrzę w okno 
Otulam się szalem 
Wspomnienia 
Czasem tęsknię 
Czasem żal się wylewa 
Nieraz po policzku 
Łza popłynie 
Ale najczęściej 
Zadaję pytanie 
Dlaczego  
Z taką łatwością 
Serce zamiera 
Oplata je 
Pajęcza sieć 
I nie ma wytchnienia 
Nie ma wytłumaczenia 
Dla rozsądku 
Który po cichu 
Głos zabiera 
A potem zostaje 
Tylko 
Noc Łzy i Wspomnienia...

Miłość

Kiedy kochasz 
Czy patrzysz w lustro 
O kim wtedy myślisz 
Czy wyglądam jak ona 
A może kłamiesz 
Mówisz tak będzie zawsze 
Bo wiesz kochanie 
Miłość rani 
Miłość wykrwawia 
Powala na kolana 
Miłość żyje 
Miłość umiera 
Tak to jest 
Miłość błaga 
Miłość usprawiedliwia 
Jest tym wszystkim 
Co potrzeba 
Jeżeli miłość 
Jest 
W zasięgu 
Twojego wzroku 
To dlaczego 
W lustrze 
Zamiera

Żegnam Cię

Żegnam Cię w strugach deszczu 
Zamieszanie mąci moją drogę 
Odrzucam pokusę 
Nie mogę rozszyfrować niebiosa 
Nie oglądam się za siebie 
Nie mam powodu 
By Ci wybaczyć 
Miłość stała się oziębła 
Ale nic nie będzie lepiej 
Pozwalam swoim sekretom 
Się zahipnotyzować 
Bo ogień 
Nie rozjaśni mego serca 
Ani światła w moich oczach

Anioły

Anioły 
Ze złamanymi sercami 
Z urwanymi skrzydłami 
Przychodzą 
Spoza nocy 
I patrzą 
Jak burzymy świat 
Puste niebo 
Pusta ziemia 
Bez słońca 
Bez księżyca 
Bez lśnienia 
Aniołowie znikają 
Tam gdzie 
Nie możemy sięgnąć 
Ani zobaczyć światła 
Które w ich świecie 
Błyska milionem gwiazd
Bo nasze życie 
Na ziemi trwa

Podaruj

Podaruj szept 
Jeden jedyny raz 
Niech zamilkną głosy 
Tylko 
Serce 
Niech wybije takt 
Podaruj jeden gest 
Uśmiech 
A nawet łzę 
Podaruj nowy świt 
I marzeń 
Ostatni łyk 
Podaruj aż tyle 
A może tylko tyle

Wieczność

Nic nie trwa wiecznie
 Serca mogą się zmieniać
 Kochankowie
 Zawsze
 Przychodzą i odchodzą
 I ciężko jest trzymać świeczkę
 Bo tak naprawdę
 Nie wiadomo
 Komu pozwolimy
 Odejść
 I kiedy
 Lęki zapadają
 A cienie zostają
 Nie sadzisz
 Że kogoś potrzebujesz
 Każdy
 Kogoś potrzebuje
 Nie jesteś jedyny

Wczoraj….

Jedno światełko 
Nim utonę w ciemności 
Jeden ciepły gest 
Nim zmarzną dłonie 
Taka była 
Wczorajsza gra 
Urwany film 
Żar nie wypowiedzianych 
Słów 
Dziś 
Się wycofuję 
Powoli uczę się że życie jest ok 
Wcale nie lepiej 
Jest być bezpiecznym 
Niż żałować 
Już nie ma 
O czym mówić 
W końcu przestanę 
Się potykać 
Śnić nierealny sen 
Rzeczywistość 
Przede mną stoi 
Tam skieruje 
Oczy swe

Deszczowe dni

Deszczowe dni 
Nie mówią żegnaj 
Sentymentalne zamieszanie 
Wrażenie nieodparte 
Zachwycające niezwykłe 
Deszczowe dni 
Rosną w oczach 
Rozproszone 
Jak obłoki 
Na niebie 
Deszczowe dni 
Esencją istnienia 
Piekło płonie 
Łzy nocy 
Biegną do słońca 
Deszczowe dni 
Nigdy nie mówią 
Żegnaj

To „coś”

Uśmiech 
Wesołość 
To "coś" 
W głosie 
Oto historia 
Coś co tańczy 
W Tobie 
Masz co masz 
Wznosi Cię 
Ponad chmury 
Ten oczu błysk 
Płomień duszy 
Ciągnie Cię 
Na wyżyny 
A gdybyś 
Nie miał nic 
Czy królem 
Chciałbyś być 
Poszukaj mocy 
W sobie 
Bo widzisz 
Tego się nie kupuje !

Na dywanie wiatru…

Sunąc na dywanie wiatru 
Przemierzać świat 
Dziki nieznany 
Opowiadać bajkę 
Która wiecznie trwa 
Lecieć w wysokościach 
Zgubnymi myślami 
Dalej niż 
Dzień i noc 
Ponad wymiarami 
Które 
W rzeczywistości 
Są 
Podróżować 
Do królestwa 
Każdego 
Świętymi wodami 
Zbombardowanymi sercami 
Przemierzać wydmami 
W niepojętą przestrzeń 
Między słowami 
Starymi wulkanami 
Wzniosłymi piramidami  
Sunąc wiatru 
Skrzydłami 
Otoczyć cichy ląd 
W imię Miłości 


Nie tak

Nie tak 
Miał skończyć 
Się nasz czas 
Podróż bez obłoków 
Nie tak 
Cisza przecięła 
Serca takt 
Czy właśnie tak 
Niedokończony 
Ostatni taniec 
Chwila zła 
Nie tak 
Miał skończyć 
Się nasz świat 


Jutro….

Milion dróg nie przejechanych 
Milion spraw nie pozałatwianych 
Jutro to załatwię 
Tak wierzy w to 
Nie jeden z nas 
Lecz wiemy 
Że kolejny świt 
Może nie być 
Nam dany 
Więc nie odkładajmy 
Ważnych spraw 
Na później 
Na potem 
Na kolejny czas 
Czasu może 
Nie wystarczyć 
By ostatni raz 
Powiedzieć 
Kocham 
Przepraszam 
Jutra może nie być 
A my znikniemy 
Z milionem ważnych 
Spraw

Uśmiech

Za górą za rzeką 
Mieszkała mała dama 
Która ciągle się śmiała 
Śmiała się ranną rosą 
I ciemną nocą 
Kiedy słoneczko 
Przygrzewało 
Nawet gdy 
Z nieba kapał kapuśniaczek 
Mała dama 
Ciągle się śmiała 
I nigdy nie przestawała 
Śmiech w komnacie gościł 
A także kiedy 
Przyjmowała gości 
Ciągle się śmiała 
Aż cała promieniała 
Bo uwierzcie 
Moi mili 
Kiedy uśmiech 
Na buzi gości 
Wtedy 
Życie jest 
Pełne radości

Dusza

Dusza zbrukana 
Smutkiem przepełniona 
Drogą ciernistą 
Wytłoczona 
W ciemną 
Stronę podąża 
Ukojenia 
Nad dziką przepaścią 
Szuka 
Spotkała wiatr 
Lecz nawet on 
Pognał przez las 
Idzie dalej 
Może za skałą 
Odpocząć się da 
Tylko czy to zmieni coś 
Uleczy 
Lęk pokona 
Na próżno 
Szukać ukojenia 
Duszo ma 
Musisz pokonać strach 
I przestać się bać 
Wszystko cel swój ma 
Wystarczy wyrzucić 
Z serca 
Żal !

Duszek

Wśród chmur 
Mieszkał mały duch 
Wesoły był 
I żartem 
Sypnął w mig 
Potrafił figle 
Płatać od nocy do rana 
By potem 
Zdrzemnąć się na poduszeczce z siana 
Jak już wstał 
To uśmiech rozdawał 
I tu i tam 
Potrafił się śmiać 
I urok swój roztaczał 
Po polach i stawach 
Swawolom i harcom 
Nie było końca 
Bo taki to duszek 
Który śmiał 
Się bez końca :) :) :)

Dlaczego tyle zła ?

Dlaczego tyle zła 
I dokąd zmierza świat 
W nicość gna 
Przeklęty się staję 
Obraz za dnia 
Wszędzie tylko kłótnie 
Nienawiść 
Każdego dnia 
Nawet noc 
Nie daje spokoju 
Bo myśli nie dają spać 
Dokąd zmierza ten świat 
Jak ciągle na wszystko brak 
A tam gdzie pieniądz jest 
Nie ma miłości lub zdrowia brak 
Zwariowany ten świat 
Ciągle gdzieś gna 
Bez nadziei że będzie lżej 
Bo jak ma się tak stać 
Kiedy człowiek dla człowieka jest kat !

Nie !

Nie dotkniesz mego serca 
Nie zbliżysz się nawet na jego brzeg 
Wszystko co w nim było 
Odeszło umarło 
Nie odezwie się nawet cichy szept 
Tak jak Ty 
Cicho cichutko 
Nie zdradzi żaden gest 
Było minęło 
Już nie powróci 
Nie ma co rozpaczać 
Ani skraplać łez 
Nic już po wspomnieniach 
Lepiej po nowej tęczy biec 
Nie odwracać się za siebie 
Tylko do przodu 
Wypiąć pierś 
I żyć na nowo 
Tak jak by przeszłość z Tobą 
Nigdy się 
Nie wydarzyła !

Powiedz !

Powiedz 
Będziesz miał odwagę 
Spojrzeć mi w twarz 
I powiedzieć 
Tak 
Tak właśnie 
Skończył się nasz czas 
Nie ma już wczoraj 
Nie ma już dziś 
Nigdy tak się nie stanie 
By dalej razem iść 
Nie ma błękitu 
Ani radości 
Uśmiech też pokrył 
Odcień szarości 
Miało być zawsze 
Lecz nic już nie będzie 
Takie same 
Szkoda tylko 
Że nie zostało 
Tak prosto 
W twarz powiedziane !

Uśmiech przez łzy

Zaciskasz powieki 
Dławisz łzy 
Tak ciężko na sercu 
A za oknem kolejny świt 
Musisz wstać 
Nawet gdy sił Ci brak 
Rozpocząć kolejny dzień 
Uśmiech z kąta wyciągnąć 
Nawet gdy w Twej duszy 
Ciemno jest 
A serce zranione od noża 
Wiem trudno jest wstać 
I po prostu się śmiać 
Jednak czasem tak trzeba 
Bo szkoda życia na zmartwienia !

Nie pamiętasz !

Czy pamiętasz jeszcze ten czas 
Zapach lasu 
I szum kołyszących drzew 
A tą ławkę może pamiętasz 
I oczu spojrzenie 
Śmiejące usta 
I rozmowę niekończącą 
Nie pamiętasz 
Czas umknął 
I wszystko poszło 
W zapomnienie 
Nie ma już zapachu 
Ani szumu drzew 
Znikła rozmowa 
Z wiatrem odleciała hen... 
Jednak najgorsze jest to 
Że uśmiech razem z marzeniami 
Zmienił się w smutny tren !

Dzień

Mgła opadła 
Zawitał dzień 
Trochę melancholijny 
A może jednak nie 
Obudził się dzień 
Słoneczko 
Przez okno wpada 
Promykiem grzeje 
Pora wstawać 
Rozpoczął się nowy dzień 
Kolejny już raz 
Ciekawe co przyniesie los 
Jak popłynie czas 
Może będzie łaskawy 
A może smutkiem otoczy 
Jednak ważne by 
Z pokorą i uśmiechem 
Przyjąć go !

Sens

Świat pełen koloru i barw 
Świat pełen szarości i zła 
Dobro ze złem 
Tańczy walca 
Los kusi 
Jak Ewa Adama 
Taki to świat 
Gdzie nie zawsze 
Wszystko się układa 
Jednak piękny jest 
Gdy chce się żyć 
I wierzy w marzenia 
Bo wszystko ma 
Jakiś sens 
I bez przypadku 
Nic się nie dzieję 
Bo taki 
Istnienia jest sens 
Że warto 
Żyć śnić kusić 
I spełniać marzenia 
Bo taki jest jego 
Sens istnienia !

Dal

Może jeszcze raz 
Może za chwilę 
Może za rok 
A nawet kilka lat 
Wpłynę znów pod prąd 
I z wiatrem odpłynę 
W dal 
Popłynę tam gdzie 
Nie dosięga czas 
Ani żal 
Spienionych fal 
Może za jakiś czas 
Popłynę łodzią nadziei 
Na drugi brzeg 
I głośną piersią 
Odetchnę 
Bez żalu i łez 
To jednak jeszcze nie ten czas 
Nie teraz odpłynę popłynę 
Tam gdzie nie znany los 
Za dużo tu spraw 
By tak 
Po prostu 
Odpłynąć w siną dal !

Talia kart

Zamknięty rozdział 
Zamknięte drzwi 
Skończyło się wszystko 
A tak naprawdę nie zaczęło nic 
To był tylko blef 
Taki żart 
Na nudne popołudnia 
Nic nie warty czas 
Po co komuś miłość 
Bo na co przyjaźń 
I wspólny czas 
Można pograć z uczuciami pokera 
Tak 
Tak właśnie tak 
Zadrwił z nas los 
Nieczyste zagranie 
Sporo łez 
I żal pogmatwany 
Przeciska się przez bunt 
I na co ta partia 
Nieczystych kart 
Po to by ukraść 
Magii chwili czas 
Nie warta była ta rozgrywka 
Niewarty spędzony czas 
Złość się przelewa 
Znikło wszystko 
Została tylko 
Rozsypana talia kart !

Pamięć….

Dni płyną 
Mija czas 
Biegnie dzień za dniem 
Noce mkną 
Życie dalej trwa 
Jednak pamięć 
Nie zawodzi 
I wspomina czas 
Kiedy uśmiech 
Był ze mną 
Za pan brat 
Teraz przygasł 
Może zblakł 
Już nic nie jest takie same 
Odkąd odszedłeś 
Zgubił się sens 
I nadzieja że z czasem 
Będzie lżej 
Płyną dni 
Mija czas 
I życie dalej trwa 
Z Tobą czy bez Ciebie 
Trwać dalej będzie !

Kochać

Myślałeś że jak znikniesz 
To zapomnę 
Nigdy tak się nie stanie 
Nie można 
Zresetować pamieć 
Powiedzieć sobie 
On olał 
I żyć dalej 
Jak się prawdziwie kocha 
To nie da się zapomnieć 
I iść dalej 
Żyć jak by nie było wczoraj 
Zawsze są wspomnienia 
I one przypominają stale 
Że był ktoś 
Kogo się kochało 
I kocha dalej 
Pomimo 
Że zawirował los 
I odpłynął jego statek 
Nie da się zapomnieć 
Tak nie stanie 
Bo miłość 
W sercu trwa 
I trwać będzie dalej..... 

Pragnienia Marzenia Sny…

Pragnienia marzenia sny 
Jak bajka 
Płyną falują 
Po wezbranych 
Falach naszego życia 
Jedne się spełniają 
Drugie odpływają 
A trzecie o skały rozbijają 
Lecz warto marzyć  
Warto by pragnień 
Nigdy nie zabrakło 
Bo bez nich 
Nie ma nic 
A sny się nie spełniają 
I zawsze 
Niech tak się staje 
Chociaż życie 
Nie zawsze upływa 
Nam jak w bajce !

Melancholia

Jesień nadeszła 
Melancholia pokryła świat 
Zapada zmrok 
Ludzie w domach się chowają 
A jesień 
Tak pięknie gra 
Nuci melodię z przed lat 
Był on i ona 
Mieli u stóp cały świat 
Kochali się tak mocno 
Że czasem tchu było brak 
To miało trwać nieprzerwanie 
Nie licząc godzin i dat 
Nie tylko jesienią 
Lecz w każdą pogodę  
Trwać i trwać 
Skończyła się jesień 
Skończyło się lato 
Zima i wiosna 
Odeszły już dawno 
Skończyło się wszystko 
Miłość zamilkła 
Melodia przestała grać 
Skończyło się wszystko 
Co zawsze mialo trwać

Szukam…

Szukałam Cię 
I szukam wciąż 
Wśród gwiazd błyszczących 
I nocą gdy ciemno jest 
Latem ciepłym 
Jesienią złotą 
Wiosną kwitnącą 
I zimą chłodem wiejącą 
Szukam Cię 
Lecz nigdzie Cię nie ma 
W labiryncie życia 
Dnia codziennego 
Szukam i szukam 
Odnaleźć Cię nie mogę 
Czy tak już będzie zawsze? 
Pytanie za pytaniem 
Wciąż jak ja 
Szuka odpowiedzi 
Iskierka nadziei 
Rozpala me serce 
Że się odnajdziemy 
Na ostatnim zakręcie 
Może będzie 
To ostatnie zetknięcie 
Jednak Ja wciąż 
Cię szukam 
I szukać będę

Chcę

Zamieszkałeś w mojej głowie 
I siedzisz sobie wygodnie 
A ja chcę 
Byś w końcu poszedł sobie 
Byś znikł 
Rozpłynął się razem z myślami 
By pragnienia marzenia 
Również były już za nami 
No idź sobie 
Przestań mieszać mi w głowie 
Spać nie mogę 
Myśleć o innych rzeczach też 
Bo wciąż Ciebie w głowie mam 
A ja już nie chcę 
Chcę odpocząć 
I przestać się zadręczać 
Tylko jak się Ciebie pozbyć 
Kiedy rozum chce wymazać 
A serce cały czas mówi NIE !

Jak….

Jak zatrzymać coś 
Co tylko ulotnym się okazało 
Jak poruszyć serce 
By jeszcze załomotało 
Jak skruszyć lód 
Który w duszy powstał 
Jak nie uronić 
Już żadnej łzy 
Tylko uśmiech wyzwolić 
Nie ma na to złotej rady 
Tylko czas pozwoli 
Ranie się trochę zagoić 
Zostanie blizna 
Na znak 
Że miłość istnieje 
Pomimo łez i ran 

Tylko tyle

Czy to tak miało być 
Czy tak miał skończyć się nasz czas 
Bez słowa wyjaśnienia 
Bo łatwiej 
Bo prościej 
Nieznacząco że ktoś cierpi 
I wylewa łzy 
Dlaczego ? 
Tylko tyle 
A może aż tyle..... 
Nie łatwiej jest zniknąć jak tchórz 
Nie tłumaczyć się 
Oszukać los... 
Jednak kiedyś jak bumerang 
Powróci to 
I co wtedy ? 
Odwrócisz wzrok 
A może nie powiesz nic 
Tylko odejdziesz 
Jak gdyby nigdy nic ! 

Pustka

Kolejna noc 
Pusty ekran 
Serce zranione 
Brak łez 
Tylko dusza 
Tęsknotą przepełniona 
I echo tamtych dni 
Powraca jak bumerang 
Nie pozwala zasnąć 
Kalejdoskop wspólnych chwil 
Niedokończony film 
Miało być tak pięknie 
A została tylko pustka 
Której nie wypełni nic ! 

Piszę do Ciebie…

Piszę do Ciebie łzami 
Lecz Ty nie dostrzegasz ich 
Piszę do Ciebie smutkiem 
Lecz Ty nie pocieszasz już mnie 
Piszę do Ciebie tęsknotą 
Lecz Ty nie tęsknisz już 
Piszę do Ciebie miłością 
Lecz Twoja ulotną się stała 
Piszę do Ciebie 
Lecz Tobie brakuje już słów 
Piszę do Ciebie 
Bo nie mogę pogodzić 
Się z myślą że Ciebie już niema 
Lecz dla Ciebie już nie istnieje 
I to najgorsze jest !

Dzisiejszy świat

Dlaczego tak jest 
Tyle śmierci i łez 
Dlaczego w ludziach tyle zła 
Jak zrozumieć dzisiejszy świat 
Czy można ogarnąć 
Dlaczego rodzice nie mają na chleb 
A rząd prywatnym odrzutowcem 
Lata wciąż 
Jak zrozumieć że matki mordują dzieci swe 
A inne przelały by własną za nich krew 
Ciężko zrozumieć ogarnąć nie można też 
Bo chciwość zabiła w nas 
Wartość moralność 
I to co najważniejsze 
Miłość i zwykłą radość 
Z tego co mamy i możemy mieć !

Nie potrafię…..

Nie potrafię zapomnieć 
Nie umiem 
Na nowo otworzyć się na świat 
Tak trudno zrozumieć 
Bo czy można od tak 
Tyle czasu już minęło 
A w mym sercu 
Uczucie wciąż trwa 
Nie mogę się wyzbyć 
Smutku który w mej duszy trwa 
Jak można zniknąć bez słowa..... 
Tyle pytań każdego dnia 
I myśli myśli 
Co mogło się stać 
Czy kiedyś odbuduje swój świat 
Czy jeszcze będę umiała się śmiać 
Nie wiem 
Nie potrafię zrozumieć 
A odpowiedzi wciąż brak......

Tylko w Twoich dłoniach…..

Tylko w Twoich dłoniach 
Jestem jak melodia 
Tylko w Twoich ramionach 
Jestem szczęściem przepełniona 
Tylko z Tobą 
Jestem spełniona 
Tylko przy Tobie 
Mogę być sobą 
Jestem dla Ciebie 
Tak było jest i będzie 
I żaden sztorm żadna burza 
Tego nie zmieni 
Bo tylko w Twoich dłoniach 
Jestem jak melodia....

Mija czas

Mija czas 
Biegnie dzień za dniem 
Godziny mijają 
Ucieka czas 
Nijak nie złapać go 
Bo nie można 
Zawładnąć nim 
Ani zatrzymać też 
To co było nie wróci 
To co przed nami 
Może zostać niespełnione 
Więc żyjmy tu i teraz 
Bo los nie da 
Drugiej szansy nam 
A czas biegnie 
I to jest nieuniknione

Ptaszek

Przysiadł na gałązce ptaszek 
Piękny malutki kolorowy 
Nastroszył piórka 
I zaczął nimi natrząsać 
Podniósł główkę 
I rozgląda się to w prawo i lewo 
To w lewo i prawo 
Patrzy czy ktoś go podgląda 
Zaćwierkał radośnie 
Tak mu się to spodobało 
Że koncert zaczął galowo 
Ćwierkał świergotał szczebiotał....  
Tak się ptaszek zagalopował 
Że nie zauważył 
Jak gałązka pod nim pęka 
Tak się biedny zafrasował 
Że ze strachu przestał ćwierkać

Marzenia

Po obrazie myśli 
Snują się marzenia 
Takie piękne i kolorowe 
Czekają spełnienia 
Snują się marzenia 
Jak po niebie 
Chmurki się ganiają 
Tak jak myśli za marzeniami 
Uciekają 
Czy się spełnią 
Czy uciekną 
To tylko od nas droga zależna 
Ja wiem że warto 
Czekać i marzyć 
Na ich sens 
Spełnienia

Szybko…

Jak szybko życie mija   
Jak kruchy i ulotny jest każdy dzień 
Wie każdy z nas 
Czas tak szybko płynie 
Nie można wrócić 
Ani zawrócić 
Nic dwa razy się nie zdarzy 
Nie cofniemy słów 
Ani nagromadzonego żalu 
Piękne dni i noce 
Nie powtórzą się nigdy 
A uśmiech nie będzie taki sam 
Więc żyjmy całą parą 
Bo czas płynie nieubłaganie 
I nawet się nie spodziewamy  
Kiedy koniec nastanie ! 

Piękno

Piękno jest w każdym z nas 
Wystarczy tylko go dostrzec 
Nie szukać na siłę 
Tylko dobrze 
W głąb siebie zaglądnąć 
Bo piękno 
To nie makijaż czy cudny strój 
To dusza 
To serce 
I to od nas samych 
Zależy jakim pięknem 
Ją ujawnimy 
Jakim kolorem pomalujemy 
Czy będzie to czarny zmierzch 
Czy kolorowe serca bicie ! 

Szczęście

W pogoni za szczęściem 
Gubimy codzienny los 
Umyka nam tyle ważnych spraw 
Szukamy czegoś 
Co czasem nas rani 
A czasem daje pstryczka w nos 
Nie zauważamy 
Jakie szczęście 
Mamy obok 
Tylko gonimy za innym 
Które i tak złudne jest 
Nie doceniamy 
Co jest blisko 
Tylko szukamy tego szczęścia 
U innych 
Podpatrujemy 
A swoje szczęście z rąk wypuszczamy 
Dla chwili rozrywki 
Jesteśmy zrobić wszystko 
Byle tylko 
Serce szybciej zabiło 
Szczęście jest zawsze obok nas 
Wystarczy tylko 
Dobrze się rozglądnąć 
I dostrzec 
Nawet to maleńkie 
Ale prawdziwe 
Szczęście 
Które jest więcej warte 
Niż chwila pięknego złudzenia 


Czy można ?

Jak można 
Jednego dnia mówić kocham  
A drugiego 
Zniknąć bez słowa 
Niewidzialnym się stać 
Po prostu się schować 
Telefon milczy 
Skrzynka pustką wypełniona 
Tylko ból i strach 
Nie wypowiedziane słowa 
Nie zrozumiałe 
Jak mgłą można się stać 
I zniknąć w obłokach 
Czy to wszystko 
Naprawdę się dzieje 
Że jednego dnia 
Się kocha 
A drugiego znika bez słowa

Ciszą otulona

Ciszą otulona 
Jak szalem myśli 
Nic już nie ma 
Nawet echo 
Tamtych chwil 
Odleciało 
Jak wspomnienia 
Ciszą otulona 
Nie płaczę 
Nie wspominam 
Zamarzłam jak sopel 
Nic już nie czuję 
Ciszą otulona 
Konam 
I nic już nie jest 
Wstanie tego pokonać 
Nawet "ja"

Życie

Życie biegnie do przodu 
Nie ogląda się wstecz 
Nie tak jak człowiek 
Codziennie za ramię się ogląda 
Wraca do chwil 
Których już nie ma 
I nigdy nie wrócą 
Rozpamiętuje czas 
Który umknął 
Nie zamyka rozdziałów 
Etapów aspektów życia 
Nie kończy  
A życie jak czas 
Biegnie 
I nikt go nie zatrzyma

Myśli

Tysiąc myśli przelatuje przez moją głowę 
Nie potrafię ich zatrzymać 
Ot tak sobie 
Biegną jak szalone 
I sprawiają 
Że już ich znieść 
Nie mogę 
Kłębią się w głowie 
I kłócą się które 
Pierwsze mają 
Być one 
Zamknijcie się wreszcie 
Bo was spiorę 
I żadne z was 
Więcej nic nie powie 
Ot tak sobie !

Kropla

Płynie kropla goryczy 
Krąży wokół ciszy 
Jeszcze chwila  
Skamieliną się stanie 
Stwardnieje a potem się skruszy 
I nawet ślad 
Po niej nie zostanie !

Dlaczego ?

Nie rozumiem 
Dlaczego ? 
Dlaczego odszedłeś 
Bez jednego słowa w biegu 
Dlaczego tak po cichu 
Znikłeś nie mówiąc nic 
Niepewność boli 
Co mogło się stać 
Dlaczego ? 
Tylko to chciałabym wiedzieć 
By złagodzić ból i żal 
Myśli głowę rozsadzają  
Czy kiedyś się wyjaśni 
Jaki powód kierował Tobą ?  
Czy się dowiem 
Co do odejścia 
Skłoniło Cię ?  
Dlaczego ? 
Tylko to 
Proszę Cię 
Daj jakiś znak....... 

Nie ma już nic

Już nie odnajdziemy drogi 
Nie ma drogowskazów 
Zatarł się szlak 
Wydawało się że wszystko jest do pokonania 
Niestety nie ten raz 
Nie ma już nic 
Nas już nie ma 
Odwróciliśmy wzrok 
By nie zobaczyć łez 
Które tak jak my 
Od teraz 
Płyną samotnie

Droga….

Zagubiliśmy się w mroku 
Utraciliśmy marzenia 
Nie zostało już nic 
Nawet uciekły wspomnienia 
Może jest w tym jakiś ukryty sens 
Tak może miało być 
Na rozstaju dróg stoimy 
I chyba lepiej 
Że już w tym samym kierunku nie patrzymy 
Więc żegnaj 
Swoją drogą idź 
Ja w przeciwną 
Bez oglądania i łez !

Modlitwa

Matko ziemio 
Zbrukana potem i łzami 
W rozpaczliwym geście 
Błagamy 
Przywróć ład i porządek 
Daj nadzieję 
I zakwitnij kolorami 
Wskaż drogi sens 
Nad naszymi głowami 
Nie pozwól się zatracić 
Tylko siłę daj 
By pokonać słabość 
Która jest w nas  
Wiem sami Ciebie zbrukaliśmy 
Ale tylko Ty jedna potrafisz 
Uchronić nas od piekła 
Matko ziemio  
Nawet wtedy 
Gdy zawodzi Cię świat 
Musisz wierzyć w nas 
Bo jesteśmy Twymi sługami 
Wiem zawiodłaś się na nas nie jeden raz 
Ale proszę Cię chroń 
I nigdy nie opuszczaj nas

Misja

Gdy zakładasz mundur moro 
I karabin na ramiona 
Wiesz że wzywa Cię misja w Afganistanie 
Wojna o godność 
I przelaną ludzką krew 
Napatrzyłeś się na kolegów śmierć 
I to im w hołdzie oddajesz cześć 
Będziesz walczył jak lew 
By odkupić gniew 
Ja wiem widziałeś krew 
Ale spójrz 
Ta krew mogła płynąć z Twych ran 
Dlatego cenisz każdy nowy dzień 
Słowa są daremne 
Tylko ten co przeżył piekło 
Potrafi przemówić do milczenia 
I nadzieją   
Przelaną do ludzkich serc 
Zbuduje nowy brzeg 
Brzeg powstały z potu cierpienia i łez 
Ale też wielkiej charyzmy 
Jaką każdy żołnierz 
Jak tarczą okuty jest 
I chociaż nieraz popłynie zwątpienia sens 
I na kolana rzuci Cię 
To odwaga która płynie 
Jak w żyłach krew 
Nie pozwoli nigdy 
Na to 
By słabości zwyciężyły 
Tylko Ty 




Perłowa nić

Po perłowej nici 
Przesuwam paciorki czasu 
Godziny minuty sekundy 
Zaplatają się wokół palców 
Biegnie ucieka czas 
Muszę go mocno trzymać 
By perłowa nić za wczas 
Się nie rozerwała 
Trzymam się jej kurczowo 
Jeszcze tyle spraw 
Ciężko ją utrzymać 
Ale puścić strach 
Uciekają godziny minuty sekundy 
Wokół lśni perłowa nić 
Pięknym blaskiem dziś 
Może jutro szary ton przyozdobi 
Nie ważne w jaki kolor 
Się ubierze 
Czas szybko płynie 
I nie zatrzyma go nic.... 




Ciszy krąg

Dlaczego w nas tyle milczenia pustych dni 
Potykają się o kamienie wybrukowane z ciszy 
Język przyklejony do podniebienia 
Byle tylko nie wyrwało się z niego nic 
Dłoń wyciągnięta by napisać 
I przerwać ten zaklęty ciszy krąg 
Jednak od razu pojawia się myśl 
Nie nie będę pisać nie dziś 
I tak upływa czas 
A w sercu tęsknota gna 
Jak sprawić 
By zniknął krąg milczenia 
A na jego miejscu 
Rozmowa wyrosła 
Jakiej magii użyć 
By tak się stało 
Odpowiedź jest tylko jedna 
Trzeba skorupę milczenia 
Miłością zbawić 
Tylko tak 
Inaczej się nie da ! 


Deszcz

Pada deszcz bębni o szyby 
Świat jest wtedy taki smutny 
Jak w niektórych duszach 
Bo to łzy skapują z nieba 
Na przekór wszystkiemu 
Kapią i kapią 
Jak gdyby chciały wypłakać cały żal 
Nagromadzony w ludziach 
Jednak mimo smutku tak bardzo potrzebny jest 
Bo dzięki niemu oczyszcza się świat 
Wszystko na nowo zakwita 
Nawet ludzie zroszeni 
Deszczowymi łzami 
Potrafią otrzeć łzę i uśmiechnąć się na przekór smutkowi 
Wyjść za chmur i rozpocząć kolejny nowy dzień 

Za Tobą…..

Słoneczko mnie ciepłymi promieniami obudziło 
Piękny dzień 
Uśmiech jest 
Lecz w głębi duszy tęsknota 
Za Tobą kochany 
Nie będę się smucić że milczenia znów nastał czas 
Smutek zostawiam duszy 
Bo do niej nikt nie zaglądnie tylko ja 
I w jej cieniu schowała się łza.... 
Brakuje mi Ciebie 
I przed oczami Cię ciągle mam 
Tulę do serca wspomnień czar 
I choć na twarzy uśmiech jest 
To w duszy tęsknota za Tobą się schowała..... 

Sztaluga….

Rozłożyłam sztalugę a na niej płótna czas 
Zamknęłam oczy 
Wiatrem morskim przywołałam Twoją twarz 
Rozkoszowałam się jej bliskością.... 
Otworzyłam oczy i drżącą dłonią 
Zaczęłam malować 
Tęsknotę Bliskość Rozkosz Pragnienie....  
Po twarzy spłynęła łza 
Tak bardzo mi Ciebie brakuje 
Nawet na płótno przelane uczucia 
Nie są wstanie ugasić pragnienia który w moim sercu trwa...  
Zerwała się burza 
Z nieba zaczął padać deszcz 
Moje łzy wtopiły się w jego rytm 
Wiatr porwał sztalugę 
Ale nie moje uczucia 
Które codziennie dla Ciebie maluję 
Nikt mi ich nie odbierze 
Na zawsze w mym sercu zostaną 
Nawet gdy ciemnymi barwami się zabarwią.... 

Może kiedyś…..

Napisałeś ostatnio krótką treść 
Lecz ja już nie potrafię się cieszyć 
Czuję się zraniona coś pękło wypaliło 
Traktujesz mnie jak pogotowie gdy jest Ci źle 
To wiesz gdzie mnie szukać 
Tęsknię za Tobą ale dawnym 
Tobą kiedy Cię poznałam 
A szczególnie za naszymi rozmowami..... 
Niestety ten czas nie wróci bo teraz rządzimy innymi priorytetami 
Ciężko na duszy ciężar smutku przytłacza mnie 
I wybacz ale tak będzie póki nie zrozumiesz że jest mi źle..... 
Zapytałeś czy Cię kocham 
Tak kocham Cię bardzo mocno 
To uczucie nie zniknie nigdy 
Nie wypali nie wykruszy 
I uwierz może jestem trochę zazdrosna 
Ale powód mam 
I o to właśnie chodzi że Ty nie rozumiesz tego sam 
Będę kochać i tęsknić za Tobą ale z daleka 
Nie potrafię się już uśmiechnąć gdy widzę Twoją twarz 
Gdybym nie kochała Cię szczerze pewnie łatwiej by mi było 
Jednak nie potrafię inaczej 
Wybacz 
Ale teraz zniknę w szarej mgle 
I będę żyć nadzieją 
Że kiedyś odnajdziesz mnie.......

Nowy dzień…….

Najwyższa pora ze smutku się otrząsnąć 
Przestać wspominać i duszę zadręczać 
Rozbić lód który wokół serca powstał 
Podnieść wysoko głowę 
Uśmiechnąć się a łzy głęboko schować 
Wiem że w ukryciu będziesz za nim tęskniła 
Ale życie dalej toczy bieg 
I trzeba zacząć walczyć o każdy kolejny dzień 
Nie można w martwym punkcje bezczynnie stać 
I myśleć może coś to da 
Więc nowy nastał świt 
Jesteś już spokojniejsza 
I dasz radę 
Ja to wiem  
To co bolało upchnij w ostatnią szufladę 
I z całą mocą wiary ją zatrzaśnij  
A teraz ile w płucach sił 
Krzyknij 
"Byłam Jestem i Będę szczęśliwa 
Na przekór wszystkiemu co raniło mnie !" 


Zaraza….

Nienawiść kłamstwo fałsz 
To dziś zaraza 
Przechodzi z człowieka na człowieka 
Nie ma szacunku godnych prawd 
Tylko kłam wszędzie kłam 
Dawniej za plecami 
Dziś prosto w oczy 
Szambo z ust się wylewa 
Ludzie mieszają się z błotem 
Cynizm 
To obrazek dnia codziennego 
Wszędzie brud i syf 
Człowiek zabija człowieka 
Miłość przyjaźń zdradą się zaraziła 
Tylko prestiż się liczy  
A jak gorzej Ci się powodzi 
To traktują jak byś śmieciem był 
Odtrącają  jak byś miał trąd 
Albo inny świąd 
Za nic mają godność swą 
Więc dlatego tak traktują drugiego człowieka 
Nie potrzeba atomowych bomb 
Bo wojna w ludzkich sercach trwa 
I trwać będzie X lat 
Bo zamieniliśmy się w zwykły chłam !

Rozgrzeszenie

Wczoraj łzy dziś pustka wypełniła mnie Serce stwardniało jak lód Nawet myśli przestały 
biec Wszędzie chłód ostatni płomień świecy zgasł Nie będę już złudzeniami żyć Zamykam 
ten rozdział i wyrzucam klucz Gdy nastanie świt nie będzie już tamtych drzwi W inną 
stronę trzeba iść odkryć co do odkrycia jeszcze jest Nadzieja wypełni mnie jak hel i wiarą  
że z upływającym czasem będzie lżej Skorupa może pęknie też i uśmiechnę się..... 
Lecz to jutro gdy nastanie nowy dzień Teraz tylko chłód i pustka ze mną jest.....

Uciec daleko stąd……

Uciec daleko stąd 
Spalić ostatni most  
Nie oglądać się za siebie 
I nigdy już nie wspomnieć 
Zapomnieć 
Zmienić się w głaz 
Oczy pustką wypełnić 
Samotnią się stać 
Chciałoby się tak chociaż jeden raz 
Tym wszystkim stać 
Lecz serce drga 
I nie pozwala 
Zamknąć się na świat 

Dół

Siedziała na skraju urwiska 
Jej twarz smagał wiatr 
Patrzyła na dół 
Który wołał usiądź niżej 
A skończy się Twego cierpienia czas 
Kusiła ta czarna przepaść 
Obietnicą mamiła 
Może jednak się skusić 
I usiąść niżej....  
Nie nie zrobi tego 
Potrzeba nad rozpaczą wyżej stać 
Nie patrzyć w dół chociaż serce pękło by na pół 
Nic nie jest warte by rozpacz zwyciężyła 
Zwycięzcą jest tylko własne Ja

Piękna noc

Nastała noc Piękna noc 
Powierniczka moich łez 
Przyjaciółka myśli mych 
Pamiętasz to pod jej osłoną 
Poznaliśmy się My 
Pozwoliła by splótł się Nasz los 
To wtedy gdy czarna jej toń ulice domy spowijała 
Nasza przyjaźń z popiołów powstawała 
I gdy tylko pokrywał jej mrok 
Z biciem serca i zegara 
czekałam aż zastukasz w moje szklane okno  
Pamiętam jakby to było wczoraj.....  
Niezapomniany czas.... 
A dziś 
Również nastała noc 
Jednak to co wtedy z popiołów 
udało się powstać 
Dziś tylko zgliszczami jest 
Pogubiliśmy to co połączyło Nas 
Cisza jak nóż przecięła nić 
która łączyła Nas 
Odpływamy w dylematach 
Kto pierwszy ma wyciągnąć dłoń 
By zastukać w szklane okno 
Jeszcze raz....


Krzyk….

Mam ochotę krzyczeć Tylko czy to uleczy ból Czy załata dziury w sercu Czy naprawi 
co zepsuło się Nie ma mocy by przestało boleć serce które w strzępach jest 
Nic nie sprawi że będzie łatwiej że lżej na duszy się zrobi Kocham i kochać będę  
chociaż serce w bólu kona Ciągle w myślach w snach pragnieniach marzeniach jawisz 
się Ty Chciałabym za szafą się schować by tylko przestało boleć jątrzyć i sprawiać 
ból Którego żadne słowa nie są w stanie tego przekazać W uszach ciągle rozbrzmiewa 
potrzebny na to czas Ale ja w to nie wierzę Bo nigdy nie przestanę Ciebie kochać 
I na każde wspomnienie otwierać się będzie rana która w mym sercu zagościła 
I nawet czas o którym tyle mowa nie będzie wstanie tego dokonać........

Rozbite serce

Dziś z kolan nie potrafię się podnieść 
Nie mam siły by wstać 
Serce o ciszę się rozbiło 
Jak go posklejać 
Gdy każdy kawałek rozsypał się w drobny mak 
Nie potrafię otrzeć łez 
Dlaczego to wszystko tak trudne jest 
Ból jak sztylet przeciął mi duszę  
Nie podniosę się Nie mam siły wstać 
Posypało się nawet złudzenie 
Które w tej ciszy karmiło mnie 
Dawało nadzieję że jeszcze coś z tego będzie 
Lecz wiem że nie ma na to już szans 
I to boli najbardziej 
Chciałam tylko kochać i kochaną być 
Jednak miłość 
próby czasu nie wytrzymała  
Nie wrócisz do mnie 
Zostało tylko rozbite serce 
I brak sił na to by wstać.....

Cisza

Nie poproszę nawet o jeden gest 
Nie będę prosić o jedno słowo 
Pragnęłam 
Chciałam byś Ty również 
Pragnął mnie  
Nic więcej nie chciałam 
Lecz to że cisza przecina 
Nasz czas 
Nie pojmę nigdy 
Bo wszystko można wyjaśnić 
Naprawić jak tylko się da 
Nawet skończyć 
Jak ma się już dość..... 
Ale ja również 
Zamieniam się w milczenia toń 
Będzie tylko moja dusza krzyczeć 
Jednak już nigdy więcej głośno 
Nie poproszę nawet o jeden gest

Noc

Gdy noc zapada i za ścian wychodzi mrok 
Wtedy łatwiej się otworzyć i myślom pozwolić biec 
Na przekór na opak bez fałszu 
Po prostu tak 
Rozwinąć skrzydła i niech fruną 
Wolne spragnione mówienia 
Bo czasem za dnia 
Trzeba je głęboko chować 
Ale noc ma tą magię ten urok i czar 
Że można myśleć snuć marzenia 
I nie trzeba ukrywać 
Gdy czasem kapnie łza 
Wiele pięknych chwil się rodzi 
Gdy nastaje Pani noc 
Swoją aurą czaruje 
I otula jak ciepły koc 
Chociaż jej ulubiony kolor to czarny jest 
Myślom to nie przeszkadza 
A nawet daje schron 
Bo mogą sobie do woli płynąć 
Wiedząc że nikomu 
Z głowy nie spadnie włos

Upadły Anioł

Upadły Anioł 
Skrzydła połamane przez ludzkie nastroje 
W ciszy nocy woła 
- Stój zatrzymaj  się 
Nie rób mi krzywdy 
Tylko dlatego że złym mnie nazywają  
Ja również ronię łzy i cierpię 
Gdy ludzie obmawiają mnie 
Boli zawiść 
I żal który po kątach się plączę 
Może z piekieł powstał 
Lecz niczym się nie różnię 
Od tych niby czystych dusz 
Wszędzie fałsz i ból 
Więc nie oceniaj mnie 
Tylko czasem popatrz wgłąb siebie 
I nim coś powiesz 
Zastanów się 
Czy to co czynisz drugiemu 
Takie prawe jest !

Powiedz czego chcesz…..

Powiedz chcesz to zniknę w szarej mgle 
W mroku się rozpłynę i już mnie nie będzie 
Za dnia też nie przyjdę 
Odejdę na zawsze jeśli tylko tego chcesz 
Musisz jednak jasno to powiedzieć 
A nie w ciszy się zamykać 
Chociaż może przez ciszę tą 
Jasno się określasz że masz już dość 
Jednak jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B 
By wszystko wyraźnym się stało 
Nie pragniesz mnie 
Tylko słowo powiedz 
A już więcej nie zobaczysz mnie 
Nie usłyszysz mych słów 
Chociaż w moim sercu na zawsze wyryty zostanie istnienia Twojego ślad 
To z Twego na zawsze zniknę 
Po prostu się rozpłynę.......

Moment

Przychodzi ułamek sekunda moment ktoś pojawia w naszym się życiu 
Zaczyna się uśmiech dialog i odliczania czas 
Już nic nie jest takie same nie ma jednakowych dni 
Cieszysz się każdą miłą rozmową a czasem i ostrą wymianą zdań 
Nie ważne to jednak jest bo to wszystko sprawia że do lustra uśmiechasz się 
Rozpiera Cię energia z przeżytych razem chwil 
Wspominasz każdy zdobyty szczyt 
Zaczynasz ufać i zaufaniem obdarzasz też 
Pojawiają się tajemnice małe sekrety i magii błysk.... 
I nagle to wszystko oplata pajęcza nić 
Kończą się uśmiechy  nastaje ciszy czas 
Milkną wszystkie dzwony już nie ma Was 
Osobno spędzacie dni 
A w sercu powstaje żal 
Łzy płyną i dumą się zasłaniają 
Bo każde woli w samotnej tęsknocie trwać 
Mijają minuty godziny tygodnie nie zmienia się nic 
Cierniami zarasta ścieżka do waszych serc 
I Ty ani Ty nie plewicie już jej 
Bo łatwiej się chwastami otoczyć 
Niż podać pierwszy dłoń 
I na nowo zacząć z tej (przyjaźni) (miłości) budować schron ! 






Obraz Twój

Zawsze już na zawsze w mym sercu obraz Twój 
Wspomnienie błękitnych oczu Twych 
Na ustach pocałunków smak 
Dotyk dłoni kojących jak puch 
Nigdy nie zapomnę tych wszystkich pięknych chwil 
Tych dni i nocy 
Rozmów na których spędzaliśmy czas 
Jak żywe przed oczami mam 
Nasze spacery i filiżanki z kawą 
z nad których uśmiech się słał  
Obraz Twój na zawsze zostaje.....  
Lecz teraz muszę z kolan wstać 
Otrzeć łzę 
Na nowo nauczyć się śmiać 
Nie wiem jak ale wiem że muszę 
Dam radę 
Na zawsze z obrazem Twym 




Smutek

Smutna aura wokół jest 
Ciężar ciszy przygniata jak głaz 
Nie cieszy nic 
Wszystko obróciło się w szary pył 
Co zrobić by przestało tak kłuć 
Ranić zniewalać 
Rzucać na sztos 
Gdzie ta przystań 
Ta spokojna toń 
Dlaczego z wiatrem uleciała daleko hen 
Co dalej jak żyć 
Jak nauczyć się że nie ma nic 
Jak przyzwyczaić się do gorzkich dni 
Do nocy pełnych tęsknych chwil 
Czy można po prostu tak 
Tak zapomnieć i dalej trwać 
Ja nie potrafię 
Wybacz 
Przykro mi.....


Żal

- Masz żal ? Tak 
- Ale dlaczego go masz ? 
- Mam żal do samej siebie 
- Hmm A to dlaczego ?
- Bo sama siebie zraniłam oszukałam 
- Zawiodłam własne "ja" 
- W imię czego ? 
- W imię nicości i otchłani która wciągnęła mnie na dno 
- Sprawiła tylko ból i łzy 
- Nie tak to miało być 
- Dalej Twego żalu nie rozumiem ? 
- Przecież życie jeszcze się nie kończy 
- I uwierz szkoda kroczyć z żalem i w sercu go mieć 
- Ból minie i rozpacz zniknie też 
- Kiedy to nastąpi ? 
- Pytanie do Ciebie i zależne tylko od Ciebie 
- Ja tylko szepnę  
- Nie miej żalu do siebie bo nic nie jest tego warte 
- Nawet stracone dni

Wiatr

Wiatr łzy osuszył 
Smutek przegonił 
Żal strącił 
Chmury poprzetrącał 
Słoneczko zaprosił 
By promieniami ogrzało 
Sopel lodu by już nie ranił  
Topnieje boleść 
Smutek z ptakami odfrunął 
Tak lżej na duszy bo uśmiech się pojawił 
Nie ma co rozpaczać i ronić łzy 
Miłość kiedyś wróci 
Tylko jeszcze nie teraz... 
Cierpliwą bądź.... 
Przecież wiesz że tak być musi

?

Jak skończyć to co boli co rani i wyciska morze łez ? 
Niszczy 
Pragnienia mrozi ? 
Jak znaleźć w sobie siłę i przestać się bać ? 
Gdzie szukać zatraconych prawd ? 
Co zrobić by w fałszywym uczuciu przestać trwać ? 
Dlaczego tyle pytań a odpowiedzi brak....   
Skołowane dni 
Nocą szalony myśli bieg 
Po co było to wyznanie ? 
By teraz się męczyć i w ciszy trwać ? 
Roztrzaskane serce 
Echo tamtych dni 
Czy to tak właśnie miało być ? 
Po stokroć te same pytania 
A odpowiedź ? 
Odpowiedzi niestety brak...... 

Sen…

Gdzie jesteś śnie 
Przybądź i przytul mnie 
Chcę zasnąć i przestać czuć 
Chcę odpłynąć tam gdzie nie ma łez 
A serce otula tylko ciepły wiatr 
Bez zdradzieckiego huraganu 
Który we mnie teraz jest 
Bez sztormu który wyciska falę łez 
Nie chcę czuć już chłodu 
ani tych uczuć które męczą mnie 
Gdzie jesteś śnie 
Dlaczego nawet Ty zostawiłeś mnie 
Dlaczego dręczysz jak miłość która we mnie jest 
No przybądź proszę Cię 
Chcę tylko zasnąć i przestać czuć 
Chociaż na chwilę na jeden moment 
Zasnąć....  
Bo wiem że tam gdzie ramion twych smak 
Wszystko innym wymiarem odmierza czas....  
Nie ma Cię dziś inny obrałeś cel 
A ja muszę sama się uporać 
Ze smutkiem który w mej zranionej duszy jest

Cień

Przemykasz obok jak cień 
Ciszą utrwalasz pustkę która we mnie jest 
Nie rozumiem dlaczego takie dni nastały 
Dlaczego cisza wciąż trwa 
Powiedz o co Ci chodzi 
I skończmy tę farsę uczuć która trwa 
Nie chcę minuty rozmowy a godziny milczenia 
Karmisz nadzieją a potem ją odbierasz 
Bawi Cię że ukradkiem łzy ocieram 
No tak w Twoim mniemaniu 
Jestem twarda i tak łatwo się nie poddam....  
I wiesz powiem Ci tak 
Kiedyś taka się stanę 
A Ty 
Ty zostaniesz sam....  

Szklana Dama

Szklana Dama w pałacu ze szkła mieszkała Szkłem otoczony był ogród też  
W wieży ze szkła dnie spędzała W szklanym odbiciu się przeglądała 
Szklane łzy toczyła i w marzeniach nie ze szkła myślami była 
Marzyła o świecie w którym wszystko żywe jest 
O zapachach kolorach i cieple które ogrzeje serce jej 
W szklanej grocie się modliła by pałac szklany runął 
A marzenia nie tylko w szklanej tafli się odbijały 
I jak to w bajkach jest Szczęśliwy morał tu będzie też 
Runął szklany pałac wieża i łzy 
A Szklana Dama w Rusałkę zamieniona 
Z elfami tworzy bajkowe sny

Ogród łez

Ogród pełen łez sztylet zdrady w sercu 
Boleść duszy krwawiąca rana 
Miłość ścięta jak suchy liść 
Uczucie podeptane 
Dlaczego zawiódł ten co zawsze miał być ?  
Czy odpowiedź będzie dana 
Chyba nie 
Żal wypełnił świat 
I samotność jak cień  
Krok w krok ból i żal....  
Jednak życie musi dalej trwać 
Bandażem z pięknych chwil 
Owinięte serce złamane 
Z podartej duszy 
Resztką wiary 
Nadzieją na nowo sny poukładane 
Ogród pełen łez 
W tęczę został zmieniony

W moim sercu…

W moim sercu zimno jest 
W moim sercu pada deszcz 
Dlaczego Ciebie niema 
Tylko pustka i cisza 
echem się odbija 
Wtulam głowę w ramiona 
zatapiam się we wspomnieniach 
Wspominam czas 
kiedy słońca tyle było wokół nas 
Twoje oczy wpatrzone we mnie 
delikatny dotyk dłoni 
A teraz tylko tęsknotą otulone 
Tak smutno kiedy Ciebie niema 
Dni wolno płyną a noce spać nie pozwalają 
Ile jeszcze godzin na marzeniach przepłynie 
Nim się do Ciebie przytulę 
Bo gdy Cię niema zimno jest 
a w mym sercu pada deszcz.... 


Miłość w ciszy ukryta

Tęsknota ściska mnie za ramiona 
Słowa uwięzły w gardle 
Ból 
Boli mnie cisza 
która miedzy nami jest 
Tak ciężko 
że nawet łzy nie mają siły płynąć 
Tylko w duszy się dławią 
Powiedz co jest nie tak 
dlaczego zadajemy rany 
I o własne cienie się rozbijamy 
Dlaczego miłość to nie tylko wyżyny 
ale także ciernie i doliny 
Chciałabym przespać wszystkie chwile złe 
Jednak to nic nie zmieni 
Muszę nabrać wiary 
Że to co nas łączy 
Mimo tych przykrych chwil 
prawdziwym jest uczuciem 
I nie godzić się z porażką 
Tylko walczyć z całych sił 



Słowa

Kocham Cię 
Na te słowa czeka każdy z nas 
Gdy już je usłyszymy 
to nie wiadomo 
czy płakać czy się śmiać 
Bo wiemy że same słowa nie wystarczą 
potrzeba coś więcej z siebie dać 
Tylko czasem tak jest 
przecież powiedziałam (łem) 
No to co Ty jeszcze chcesz 
Czepiasz się o nic 
przestań mrzonkami żyć 
Słowo kocham Cię piękne jest 
Ale nie podszyte czynami 
Tak naprawdę nie znaczą nic 


Serpentyny….

Serpentyną uczuć 
przeplatane są nasze dni 
Dziś jest uśmiech wczoraj były łzy 
Krętymi ścieżkami chodzimy 
w uczuciach się gubimy 
Po kruchym lodzie stąpamy 
Na jawie śnimy 
Szukamy się we mgle 
To znów 
na księżycu się bujamy 
Stale gdzieś z tą miłością wędrujemy 
Na cienkiej linii balansujemy 
I albo z tych uczuć 
urosną nam skrzydła 
Na wyżyny się wzniesiemy 
Albo w piekielną otchłań 
w dół spadniemy

Co to ma być ? Kto mi powie ?

Co to ma być protest na milczenie ? 
Czy zawody kto pierwszy coś powie ?
A może już Cię nie lubię nie odzywaj się do mnie ? 
Sarkazm wypływa z każdej minuty 
Szkoda że tak częstujemy się chłodem.... 
No cóż pewnie tak musiało się stać 
Wina leży po obu nas 
Dobrze że oficjalnie 
Nie obrzucamy się błotem 
Tylko mruczymy do siebie pod nosem

Tego chcę

Cofnąć czas 
Zatrzymać się w pół 
Uczucia wyrzucić do kosza 
I zamknąć się na spust 
Nie myśleć nie kochać 
Przestać czuć 
A tęsknotę wywalić na bruk.... 
Jednak 
Dni godziny minuty mijają  
Uczucie nie 
Dalej 
Kochasz tęsknisz 
I pragniesz 
By powróciły wspólnie spędzone dni.... 

  


Domek z kart

Wszystko się posypało jak domek z kart 
Nie będę go zbierać i budować jeszcze raz 
Nawet łzy zmieniły tor 
Płyną ale po mej duszy 
Na zewnątrz skamieniałe się utworzyły 
Tak jak serce me w twardy głaz się zmieniło 
Jeszcze nie dochodzi do mnie fakt 
Że dałam się oszukać kolejny raz 
Naiwność boli męczy i nie pozwala spać 
Jak to się stało że znów zaufałam 
Marzeniom pozwoliłam biec 
To wszystko szarpie dręczy 
Na kolana rzuca mnie... 
Jednak muszę odnaleźć w sobie godność która resztką sił się tli 
I na nowo rozpalić wiarę w siebie 
Nawet gdyby oczy otworzyły drogę na łzy

Chwila….

Chwila Radość Moment 
Za szybko Za nagle Za już 
Myśli Niepokój Obawa 
Smutek Pustka Żal 
Rozstanie Ból Samotność 
Łzy Dusza Konanie 
Tyle z tego zostało A miało przecież wiecznie trwać.....

Rejs

Po wezbranych wodach płynie statek 
Na pokładzie stoi Ona 
Wiatr w żagle dmie 
I rozwiewa włosy jej 
Fale o burtę uderzają 
A w jej duszy sztorm szaleje 
W głowie kłębowisko myśli 
I pytania raz po raz 
Nie ma na nie odpowiedzi....  
Tylko czas może coś z tym zrobić i zabliźnić rany.... 
Nim jednak to nastąpi i do portu zawinie statek jej 
Rejs swój musi pokonać 
I smutek żal i łzy w perłę zamienione 
Na dnie morza ukryje 
By już więcej serca nie raniły

Nicość

Jestem już zmęczona udowadnianiem że to ma sens 
Mam już dość 
Kurtyna opadła Teatr się skończył 
Nie ma już nas 
Zostały tylko wspomnienia I boleść którą w sercu mam 
Mam żal ale tylko do siebie 
Nie chciałam się przyznać sama przed sobą 
Że to tylko blef był z Twojej strony 
Ale człowiek zakochany ogląda świat przez różowe okulary 
Nie chcę dostrzec że coś jest nie tak 
I woli dobrą miną do złej gry grać..... 
Co będzie dalej dziś nie myślę 
Zajmę się tym gdy nastanie świt a może dwa.... 
Teraz pustka i nicość ze mną jest  
Ale wolę to 
Niż zatracać się w czymś co istnieje tylko w moich snach.... 
No i kiedyś w końcu się podniosę Przecież to nie będzie pierwszy raz.... 


Marzenie….

Zamykam oczy 
Myślom pozwalam biec 
A one biegną do chwil razem spędzonych 
Do tych wszystkich rozmów niezliczonych 
Do uśmiechu do dotknięć niby przypadkowych..... 
A teraz wypuszczam marzenia i pragnienia 
Pragnę wtulić się w Twoje ramiona 
Poczuć bliskość 
Twój oddech na mej szyi 
Żar Twych ust...  
Pragnę byś tu teraz był 
By marzenia w rzeczywistość się zamieniły... 
Raz dwa trzy otwieram oczy 
Marzenie się nie spełniło 
Ale ja i tak ciągle Ciebie w sercu mam 
a ze zdjęcia spogląda na mnie Twoja twarz 
Gdy smutek dopada mnie przytulam się do niej 
I znów myślom pozwalam biec 
A one wiarą mnie napełniają 
Że w końcu nadejdzie ten dzień 
Marzenia z pragnieniami 
się spotkają 
A My razem z nimi

Czarny Anioł

Na wzgórzu klęczała  
Czarny Anioł nad jej głową zaszybował 
Z góry dostrzegł jak roni łzy 
Żal mu serce ścisnął 
bo to wzgórze zranionych dusz 
Cichutko by jej nie wystraszyć 
W dół poszybował i dotknął jej ramienia 
Podniosła spłakaną twarz nie mówiąc nic 
Wtuliła się w czarne skrzydła 
I załkała głośno tak 
Aż Aniołem wstrząsnął dreszcz..... 
Gdy już brakło łez 
Anioł jej zapytał 
- dlaczego taki smutek i żal ogromny trawi Cię ? 
- Bo nie mam już sił kolejny raz z kolan wstać 
Dusza mnie boli a serce stracone 
Marzenia uleciały a ja na tym wzgórzu klęczę 
i łzami się modlę 
O wiarę o nadzieję o miłość spełnioną 
Powiedz Aniele daj mi jakiś znak 
że uśmiech jeszcze rozpromieni mą twarz ? 
Anioł zadumał się na chwilę w sobie 
po czym rzekł 
- Ty sama musisz odpowiedzieć sobie 
To w sobie musisz odnaleźć wiarę i nadzieję 
I zaufać kolejny raz 
Pewnie nie jeden jeszcze raz  
po twarzy popłynie łza 
Ale siła którą w sobie masz 
sprawi że uśmiech też na niej się pojawi 
A teraz wstań i popatrz w dół 
- widzisz 
Tam gdzie przed chwilą widziałaś czarną otchłań bólu 
Teraz z Twoich łez wyrosła tęcza 
Piękna kolorowa 
I to właśnie dla Ciebie znak 
Że uśmiech nawet przez łzy zroszony 
Wart jest tego wszystkiego 



Lustrzana zasłona

Nie będę już żebrać o nawet najmniejszy gest 
O spojrzenie uśmiech a nawet łzę 
Za zasłoną z luster się ukryłam 
I nie ma takiej siły która je rozbije 
I nawet gdybyś milczał tysiąc lat 
I zasadą swą niezłomną walczył jak lew 
Ja już się nie ulęknę 
Nie zranisz już mnie 
Choć pewnie nie jedna rysa powstanie na szkle..... 
Wiem że z czasem zapragniesz mnie odnaleźć 
I labiryntem będziesz szukał drogi właściwej 
Jednak pamiętaj 
Gdy do ostatniego lustra podejdziesz 
Mnie już za nim nie będzie..... 
I może przez chwilę pomyślisz 
I przez ułamek sekundy się zastanowisz 
Czy warto było niezłomnym być 
I tak długo w milczeniu trwać......

Jak….

Jak sprawić by zamilkły głosy w głowie mej  
A serce przestało czuć 
Jak pozbyć się tęsknoty która duszę rwie 
Jak zszyć ranę i sprawić by zelżał ból 
Jak powstrzymać potok łez 
Jak zapomnieć o tym 
co przed chwilą sprawiało że chciało się żyć 
Jak naprawić to co się zepsuło 
Jak przerwać milczenie 
I zagłuszyć żal 
Jak podnieść się z upadku 
I dalej trwać 
Jak zasnąć 
I odpłynąć błogim snem 
Jak to zrobić 
No no powiedz mi.......

Bezdroża

Na bezdrożu stoję dziś 
W którą stronę pójść 
by na manowce nie zejść kolejny raz 
Nawet księżyc z gwiazdami poszedł spać 
Drogowskazy zatraciły 
się w mroku 
A na mapie szlaków brak 
Tylko wiatr 
w mej duszy sieję spustoszenie 
Taki chłód  płaszczem żalu okrył mnie 
Na bezdrożu pod nim spędzę noc 
A gdy nastanie świt 
Może blask słońca 
sprawi i wskaże 
Drogę którą powinnam iść

Chłód

Tylko Ty 
Potrafisz sprawić że w sekundę czuję się jak przekłuty balon 
Tak szybko schodzi 
To w co mozolnie staram się wierzyć 
Nie jeden raz oszukuję samą siebie 
tylko po to by nie popaść w paranoję 
Twierdzisz że kochasz 
Tylko czy z miłości wieje chłodem....  
brakiem chwili na zwykłą rozmowę.... 
Nie sądzę 
Dziś memu sercu mówię 
Stop 
Nie pozwolę by cierpiało kolejny raz 
Zamieniam go w bryłę lodu 
twardą jak stal 
Może za jakiś czas 
wtłoczę do niego powietrze 
Może kiedyś skruszę lód....  
Ale teraz muszę 
przestać się oszukiwać 
I pomału z kolan wstać.... 

 


Przyjacielu…..

Rzewnymi łzami zapłakała 
Jej ciałem wstrząsnął szloch 
To bezsilność i żal za tym którego utraciła 
tak jej duszę dziś sponiewierał 
Ona wciąż o Nim pamięta 
i pamięta czas który uśmiechem 
łatali spór nie jeden raz 
Mój Przyjacielu 
już 5 lat nie ma Cię ze mną 
Tak szybko biegnie czas 
Jednak w mym sercu 
na zawsze dni z Twoim udziałem 
zatrzymały się Nie skruszyły nie umarły tak jak Ty 
Tylko wiecznością się utrwaliły 
I zawsze będą żyć 
Gdy nocą wszytko śpi 
ja cichutko z Tobą rozmawiam 
Bo wiem że nawet tam gdzie odszedłeś 
nie ma już powrotu na zawsze drzwi się zamykają 
To jednak Ty z anielską pomocą 
Oknem przefruwasz siadasz na ramieniu 
i gawędzimy sobie jak gdyby nic 
Wiem że nie chcesz bym roniła łzy 
I uśmiech z buzi ma nie schodzić 
Staram się lecz czasem dopada mnie żal 
Tak jak dziś 
Tak silnie odczuwam Twój brak 
Lecz wiem że grozisz palcem mi 
Więc ocieram łzy 
I pamiętając o Tobie 
biegnę rozpocząć kolejny świt.......

Dla Mamy

Kochana Mamo 
Ciężki czas za nami Gdy w domu alkohol lał się strumieniami Te noce  kiedy kłótnie 
i wrzaski to była norma przeżytych dni Gdy podrosłam też buntowniczką się stałam 
I zamiast wspierać problemów dokładałam Przepraszam Cię za to i za jeszcze wiele 
spraw Nigdy nie chciałam Cię ranić ale wiem że zrobiłam to nie jeden raz 
Dziś sama mam dzieci i rozumiem jak to jest gdy na głowę świat się wali A tu każdego 
dnia trza dbać o byt Tak jak Ty Mamo sama nie dojadałaś nocami prałaś i wiele rzeczy 
robiłaś by My Twoje dzieci mimo biedy i tego co w domu działo się mogliśmy 
Uczyć Dorastać mieć Przyjaciół To kim dziś jesteśmy zawdzięczamy tylko Tobie 
Twojemu wsparciu i że nigdy Twoje Matczyne serce nie zwątpiło w nas Gdy cierpiałaś 
nigdy tego nie okazywałaś tylko tłumaczyłaś nie jeden raz że świat mimo że łzami 
skąpany jest To ma swoje piękne oblicze i szukajcie go zawsze w godzinie złej Dziś 
kochana Mamo dorośliśmy a ten zły co w dzieciństwie ranił nas odszedł drogą 
która bez powrotu jest I wiem Mamo że nie wszystko układa się tak jak byśmy chcieli 
gorycz dni dopada nas i mały żal który utkwił jak drzazga czasem sączy jad Jednak ta siła 
walki hart ducha który mamy pozwala stawiać czoła przeciwnościom i mimo innych 
poglądów innych obranych dróg To zawsze się wspieramy możemy na siebie liczyć 
I to Twoja zasługa Mamo jest Ty w Nas zaszczepiłaś miłość do bliźniego Chociaż sama 
nie jeden raz poczułaś i doświadczyłaś słowem że miłość bólem naznaczona jest.... 
Ale Ty się nigdy nie poddawałaś nie jeden raz na kolana upadałaś Twoja siła i miłość 
do nas dźwigała Cię z kolan godnie podnosiłaś twarz bo wiedziałaś że jesteśmy warci 
i chciałaś za wszelką cenę by nasz dorosły świat był inny piękniejszy bez bólu fizycznego.. 
I to się udało Oczywiście nie zawsze kolorowo jest i nieraz popłynie zwątpienia sens oraz 
smutny czas To zawsze w chwili złej przed oczami mam Twoją piękną choć 
naznaczoną zmarszczkami i tak bardzo ciepłą ukochaną Twoją twarz Mamo To ona daje 
mi siłę i wiem że nawet jak się upadnie to boli Ale podnoszenie własnych słabości 
chwil zwątpienia ma sens Ty mnie tego nauczyłaś i pokazałaś to nie jeden raz...... 
Kochana Mamo dziękuję Ci za Miłość za wszystkie lekcje za Twój czas za wsparcie  
za przyjaźń za każdy Twój upadek za Twą godność za to kim jestem...... 
Jednak nie ma takich słów by wyrazić mą wdzięczność za Twój trud za wszystko dobro 
które wskazałaś 
Z całego serca pragnę powiedzieć tak bardzo 
Kocham Cię Mamusiu 
serce-na-dloni-ARTICLE_MAIN-36465

Melodia duszy

Nieprzerwanie każdego dnia wysyłam co mi w duszy gra 
A ma dusza różną melodię gra 
Raz jest smutna Raz wesoła 
Raz w zadumie się chowa 
Nieraz też popłynie łza 
Jednak nie ważne jaką melodią brzmi 
Nie ma w niej fałszu ani obłudy 
Po prostu co rusz inne studiuje nuty 
Nie każdemu to się podoba 
Jednak ja wiem 
że ważne jest 
By ze swą duszą 
niezależnie od melodii 
zawsze się przyjaźnić 

Słabości

Czasem trudno powiedzieć sobie wstań popatrz za oknem taki piękny świat Ciężko unieść 
głowę i uśmiechnąć się Gdy wkoło wydaję Ci się że patrzą na Ciebie oczy które mgłą się 
zasnuły Uczucie to sprawia że pod kołdrę masz ochotę jeszcze głębiej się schować 
I przespać te dni kiedy nie wychodzi nic Czy to jednak ma jakiś sens ? Myślę że nie  
Wiem trudne i nie łatwe to jest Ale warto odrzucić oczy które mgłą się zasłoniły  i w małych 
rzeczach Okruchach dnia codziennego znaleźć iskierkę która sprawi że z uśmiechem 
znów się polubimy A słabości razem z mgłą po prostu się rozpłyną

Tęsknię

Tęsknię za Tobą każdego dnia 
Nocą tęsknota jeszcze bardziej 
jest ze mną za pan brat 
Chciałabym być z Tobą 
chociaż przez chwilę 
Napełnić dzban duszy 
Tobą po brzegi 
Wypełnić wszystkie zakamarki 
Upchać gdzie tylko się da.... 
Jednak nawet gdy jestem z Tobą 
to i tak tęsknię za Tobą 
Bo me serce jak okno otwarte jest 
i tęsknota w nim hula 
Jak po polach wiatr 
który tęskną melodie nieprzerwanie gra....... 

Bliscy

Noc zasnęła 
Wstaje dzień 
A w mym sercu radość jest 
Cieszę się kolejnym nowym dniem 
W ramionach mam cały swój świat 
Dzieci które jeszcze śpią 
Miłość mamy 
Rodzeństwo które nie zawsze zgodne jest 
ale mimo to kochamy się 
Zdrowie bo to najważniejsza rzecz 
A w sercu kogoś 
Kogo jeszcze nie za dobrze znam 
ale sprawił że ma dusza drga 
To wszystko 
z aromatem kawy miesza się I sprawia 
że wiem że szczęście ze mną jest 
I dziękuję losowi że dziś również 
mogę spędzić z nimi dzień

Ciąg dalszy „tych dwoje”

Serce wygrało z rozumem 
Schowało dumę do kieszeni 
i przekonało się że było warto 
Odnalazło zaufanie i nadzieję 
która mimo wszystko trwa 
Bo czymże bez tego wszystkiego byłaby miłość 
Byłaby niczym skazaniec okuty w kajdany 
złością żalem i ciągłym wymaganiem 
A przecież miłość to nie tylko piękne słowa i gesty 
to ciągły kompromis 
Czasem droga przez mrok 
I gdy nawet się pogubimy 
Prawdziwa miłość 
zawsze wskaże nam właściwe tory 
I poprowadzi szlakiem 
tam gdzie widnieje 
Jasny przejrzysty 
miłości widnokrąg


Wspomnień czar

Gdy jest mi smutno 
gdy jest mi źle 
Wracam wspomnieniem 
do tego peronu gdzie wszystko się zaczęło 
Do tej błogiej chwili 
która wtedy się zdarzyła 
I na zawsze w mym sercu 
tatuaż z miłości utworzyła 
Karmię się tą chwilą 
gdy nadchodzi tęsknoty czas 
I gdy nie zawsze po drodze nam 
Bo przecież czasem jest tak 
że szkłem rysujemy po sercu szlak 
Tworzą się rany które 
słowem jak mieczem przecinają 
To zawsze wraca wspomnień czar 
I to co złe co rani nas 
Balsamem miłości 
zasklepia rany 
Przywraca wiarę 
w to piękne 
uczucie które połączyło 
Nas 
I że zawsze będzie trwać

Tęsknota

Dusza boli 
Żywy ogień pali ją 
W czeluściach otchłani 
płomieniem rozsierdzona 
Krzyczy a jest to krzyk rozpaczy 
Bo tęskni 
bo pragnie 
I chociaż przez chwilę 
poczuć 
ciepło jego ramion....  
Ale nawet gdyby z diabłem się zaprzyjaźniła 
i w czeluściach ognia modlitwę zmówiła 
To nie nastąpi nic 
Nie ma ciepłych ramion....  
Tylko zwęglone resztki duszy 
które żalem się okryły 
I tęsknota która trwa  
zawsze będzie trwać 
Nawet gdy pochłonie ją 
piekielne ognisko 

Teatr życia

Oszukać samego siebie 
złe myśli zepchnąć z w dal 
Wierzyć w coś co nigdy nie nadejdzie 
I rolę grać 
To trudna sztuka 
w teatrze życia 
każdy aktor to wie 
Lecz czasem warto 
zrobić coś dla siebie 
I maskę z ludzkich upodobań 
rzucić w kąt 
Przestać żyć w iluzji 
Tym co się czuje a tym co się wie 
Bo życie 
to nie film 
nie bajka w której wszystko 
dobrze kończy się a dobro zawsze wygrywa ze złem 
I tylko od nas samych zależy 
Czy każdego kolejnego dnia 
będziemy zakładać maski 
by rolę grać 
Czy jednak wybierzemy 
może nie zawsze kolorowe 
i takie jak byśmy chcieli 
życie 
Jednak prawdziwe 
z wszystkimi jego aspektami 
z wolnością godnością 
I tym że nikogo nie chcemy grać

Dla Ciebie

Tyle chciałabym Ci powiedzieć ale jak to zrobić mam Jak wyrazić to co czuję byś wiedział że nie zawsze emocjami gram Chciałam tylko byś czasem tak zwyczajnie posłuchał mnie  i nie zawsze powtarzał że winny tłumaczy się To wszystko tak skomplikowane jest że 
czasem gubię w domysłach się Ty też nie ułatwiasz tego mi Zamykasz się i milkną 
rozmowy a cisza wkracza na długie dni Jak mam Ci wytłumaczyć że to nie zazdrość 
przemawia przeze mnie ani lustrowanie Ciebie non stop tak Chociaż wiem że czasem jak  idiotka zachowuję się Nie chcę deklaracji bo oboje wiemy że za mało łączy nas by tak 
mogło się stać Ale z racji że daleko do siebie nam to to nie rozumiem dlaczego ten 
wyrwany losowi czas nie spędzamy najmilej tylko pretensjami się obarczamy Kiedyś 
rozmawiać mogliśmy godzinami a teraz naciągamy rozmowy bzdetami albo udajemy że
nie ma nas Katujemy się nawzajem swoimi postanowieniami z których i tak nie wychodzi 
nic Bo staliśmy się skazańcami uczucia które połączyło nas Gdy nastaje ciemna noc to w gwiazdach szukam zrozumienia i odpowiedzi czy to wszystko ma jakiś sens czy
wystarczy nam wiary i miłości ? By przezwyciężyć te dni kiedy więcej dzieli niż łączy nas... Ale wiem że one nie odpowiedzą na dręczące pytania mi Bo odpowiedź jest tylko w nas 
i to tylko od nas zależy czy pokonamy przeciwności losu które tak często rzucają kłody 
pod nogi nam........

Peron

Spotkaliśmy się jak zawsze 
Był spacer rozmowa kawa i ciastko 
Niby schemat taki sam 
Jednak w tym spotkaniu coś poruszało nas 
Czuło się napięcie 
i rozmowa zbytnio nie kleiła się każde pogrążone 
w swoich myślach 
smakowało kawy łyk.... 
Czy już wtedy przypuszczaliśmy 
że to zwykłe spotkanie zmieni coś w nas ? 
Że żywym uczuciem się stanie ? 
Nie 
Nawet przez myśl nam nie przeszło że tak właśnie 
zakończy się spotkanie przy kawie 
A jednak..... 
Odprowadziłeś mnie na dworzec 
Pociąg już stał 
Na pożegnanie wtuliłam się w ramiona Twoje 
i przestał istnieć wokół świat 
nie liczyło się nic tylko Ty i Ja.... 
Wsiadłam do pociągu smutek ogarnął mnie 
czułam żal  i pod powieką łzę   
Bo to właśnie na tym peronie tuląc się do Ciebie 
zrozumiałam że Kocham Cię 
Jednak nie powiedziałam nic 
Pociąg ruszył 
Twoja postać zaczęła rozmywać się a przez mą głowę 
przebiegały jak w kalejdoskopie minuty z tych krótkich wspólnych chwil.... 
Po tym spotkaniu nic już nie było takie same 
Bo co się okazało 
Na tym peronie poczułeś to co Ja 




Łza

Po policzku płynie łza 
taka mała nieporadna jak ja 
Płynie by wypłakać żal 
który zagościł w niej 
Czy to tak ma się skończyć ? 
Skończyć ciszą która trwa 
Ale jak można przemilczeć 
to co boli i sprawia że płynie łza 
A może jednak nie warto ronić 
nawet tej jednej łzy 
może jej szkoda by spłynęła 
bo taki jej los 
Wiele pytań a odpowiedzi brak 
tylko ta cisza która trwa 
I łza której zaufania brak 
Bo jak znieść ciszę 
kiedy boli że kolejny raz 
zawodzi człowiek zawodzi świat.... 
Jednak wiara podporą mą jest 
I to ona sprawia że wierzę 
Że warto tą łzą oczyścić żal 
a potem wrócić i zaufać jeszcze raz

Tych dwoje

Kolejny poranek i dalej nie wyjaśniło się nic... Czy kiedyś to nastąpi ?! Upartość ciszy 
tkwi jak drzazga Tak ciężko się jej pozbyć I nawet gdy to się już stanie to i tak bardzo 
boli Znów serce z rozumem się spierają 
Serce 
- walcz o to co kochasz przerwij milczenie a przekonasz się czy warto 
Rozum 
- siedź cicho masz dumę ? tak - to zachowaj resztki jej bądź silna i nie poddawaj się 
Tak trudno słuchać tych dwoje kiedy człowiek tak bardzo rozdarty jest.... A gdzie nadzieja ? 
Może ona coś wie ? Niestety nawet ona zbladła słuchając tych dwoje A wiara ? Wiaro 
gdzie jesteś ? Cisza Nawet echo się nie odbija Zasnęła w koncie bo bardzo się zmęczyła 
podpierając tych dwoje Dlaczego ? nie można ujarzmić tych dwoje by jedno i drugie chciało patrzyć w tą samą stronę tylko w zaklętym kręgu ciszy wolą być I każde samotnie jątrzy  
ranę i myśli  dlaczego to ja mam tym pierwszym co przerwie ciszę być.... No nic trzeba 
wstać i rozpocząć kolejny dzień..... A rozum z sercem niech dalej się spierają Może 
w końcu się wyjaśni Kogo argumentacja silniejszą się okaże Ale kiedy to nastąpi tego 
nie wie nikt Jednak jak to się stanie to na pewno wam to przekażę Bo przecież 
zakończenie tych dwoje czy to szczęśliwym czy smutnym będzie finałem To jednak jakieś 
musi być

List

Kochane dzieci 
Gdy na świecie pojawiły się wasze buźki wspaniałe i oczka różnymi kolorami łaciate 
To poczułam jak miłość wypełnia całą mnie ale nie ukrywam zrozumiałam jaka to 
odpowiedzialność również jest  Pewnie macie mnie dość gdy czasem 
wpadam w złość Ja również dumna wtedy z siebie nie jestem  wstyd pokrywa moją twarz 
I chciałabym pod ziemię zapaść się Staram się by takich chwil było jak najmniej lecz 
nie zawsze to łatwe jest Jednak gdy przychodzi refleksji czas i na kolanach siadacie 
mi a na waszych buźkach ciepły uśmiech pojawia się to wszystkie smutki troski i złe 
chwile chowają się w cień Wiem że czasem marudzę i gadam i gadam aż puchną wam 
uszy ale to tylko z troski o was jest bo nie chciałabym by dorosłości czas za szybko 
dosięgnął was Lecz wiem że przyjdzie ten dzień gdy z gniazda wyfruniecie hen... Marzę 
i życzę by w życiu powiodło wam się a te marzenia które obierzecie za cel spełniły się też 
Mój cel to było jest i będzie zaszczepić w was miłość której za pieniądze kupić się nie da 
Po prostu  pragnę by świat blichtru i władzy nie przysłonił waszych wędrówek 
po życiu tylko nadał im ogromny sens byście umieli wybrać pomiędzy dobrem a złem I 
wiecie że nie ważne czy będziecie mali czy dorośli 
ja zawsze będę martwić o was się I nie zależnie jakich wyborów dokonacie moje 
matczyne serce dla was zawsze otwarte jest a miłość która z niego do was płynie 
nigdy nie przestanie trwać Wiem że nie uchronię was przed błędami i wiem że one 
też potrzebne są i nieraz będziecie musieli z nimi się zmierzyć To pamiętajcie 
w godzinie złej w moich ramionach zawsze dla was schronienie jest One zawsze 
zniosą to co was boli i z czym wam jest źle choćby serce z bólu pękało a z oczu popłynie 
potok łez Kochane dzieci pewnie kiedyś przyjdzie pożegnać nam się chociaż ja głęboko 
w to wierzę że pożegnania na wieki czas tak szybko nie dosięgnie nas...To jednak pragnę  
dziś przeprosić was że czasem na waszych twarzach uśmiechu było brak.... 
Przepraszam i bardzo Was Kocham 
Mama 

 

Dotyk róży

Dotknęłam pięknej róży kwiat 
Muskając delikatnie ją opuszkami palców 
wyobraziłam sobie że to Twoja twarz 
Jej aksamitne płatki tak cudnie 
rozchyliły się i poczułam jak słodko całujesz mnie... 
Nagle zerwał się wiatr 
i porwał róży kwiat 
Zostawił mnie samą tam  
A ja zrozumiałam jak bardzo mi Ciebie brak...

Kawa

Z kubeczkiem kawy przyjść nie mogę 
ale w myślach pijemy ją sobie 
Jej ciepło przybliża Nas 
mimo tego 
że daleko jesteśmy od siebie tak 
Jej aromat wszystko zawiera 
uśmiech tęsknotę 
a nawet taki fant 
że czasem inny mamy pogląd na świat 
Lubię te chwile kiedy emocji w Nas tyle 
Czy jest to żart czy powagi stan 
to dla mnie 
niezmienny jest fakt 
że bardzo lubię spędzony z Tobą czas 

Rozmowa….

Cicho cichutko nie łkaj już 
Przecież wspomnienia zostały  
Ich nikt nie zabierze 
Więc przestań i otrzyj łzy 
Wiem trudne to jest 
ale nie możesz poddać się musisz wstać i dalej iść 
Choćby brakowało Ci sił a smutek kajdanami oplótł serce twe 
to wiem że przebrniesz na drugi brzeg..... 
Dziś w to nie wierzysz nadziei też brak 
Proszę jednak zaufaj mi...  
A zobaczysz że pewnego dnia 
na tym drugim brzegu spotkamy się i rozmowa inny będzie miała sens 
Bo w twej duszy zamiast smutku i łez uwierz zagości uśmiech też

Pejzaż

W sercu noszę pejzaż Twych oczu błękitnych 
Pejzaż jasny jak wschód słońca budzący do życia 
Przybywa z powiewem codziennego wiatru 
powietrzem mym się staje 
Światełkiem jest w najciemniejsze godziny 
Gdy zimno blaskiem świec ogrzewa 
A gdy smutek dopada to on jest przy mnie i kroczy jak cień 
W chwili zwątpienia podnosi i nadzieją ociera łzy 
I nawet na rozstaju dróg 
to pejzaż oczu Twych na zawsze zostanie w sercu mym

Ławeczka

Usiąść na ławeczce pod kasztanem jeszcze raz 
Poczuć chwili smak 
Ciepło myśli Twych które przekazujesz mi 
By oczy Twe miały ten sam blask 
gdy patrzyliśmy na siebie ostatni raz 
Teraz nie ma nic 
ławeczkę pokrył kurz i pył 
A ja w strugach deszczu stoję dziś 
i czekam na magii chwili błysk 
By znów siedząc tam 
Poczuć się jak wolny ptak 
skrzydła rozprostować i szybować szybować 
Do krainy gdzie uśmiech Nasz wiecznie trwa 
i daje radość ze spotkania za dnia 
                                                               

Dla Ciebie

Tyle chciałabym Ci powiedzieć ale jak to zrobić mam Jak wyrazić to co czuję byś wiedział że nie zawsze emocjami gram Chciałam tylko byś czasem tak zwyczajnie posłuchał mnie  i nie zawsze powtarzał że winny tłumaczy się To wszystko tak skomplikowane jest że 
czasem gubię w domysłach się Ty też nie ułatwiasz tego mi Zamykasz się i milkną 
rozmowy a cisza wkracza na długie dni Jak mam Ci wytłumaczyć że to nie zazdrość 
przemawia przeze mnie ani lustrowanie Ciebie non stop tak Chociaż wiem że czasem jak  idiotka zachowuję się Nie chcę deklaracji bo oboje wiemy że za mało łączy nas by tak 
mogło się stać Ale z racji że daleko do siebie nam to to nie rozumiem dlaczego ten 
wyrwany losowi czas nie spędzamy najmilej tylko pretensjami się obarczamy Kiedyś 
rozmawiać mogliśmy godzinami a teraz naciągamy rozmowy bzdetami albo udajemy że
nie ma nas Katujemy się nawzajem swoimi postanowieniami z których i tak nie wychodzi 
nic Bo staliśmy się skazańcami uczucia które połączyło nas Gdy nastaje ciemna noc to w gwiazdach szukam zrozumienia i odpowiedzi czy to wszystko ma jakiś sens czy
wystarczy nam wiary i miłości ? By przezwyciężyć te dni kiedy więcej dzieli niż łączy nas... Ale wiem że one nie odpowiedzą na dręczące pytania mi Bo odpowiedź jest tylko w nas 
i to tylko od nas zależy czy pokonamy przeciwności losu które tak często rzucają kłody 
pod nogi nam........

Głos

Tak ciężko ubrać w słowa to co w myślach jest 
Tyle chciałoby się powiedzieć ale więźnie głos 
Jak iść na kompromis gdy trawi Cię złość 
Jak przekonać się i wyciągnąć dłoń 
Na rozdrożu stać 
i zastanawiać się czy głazem czy motylem się stać 
Co wybrać miłość która bliznami pokryta jest 
czy wolność która samotnością naznaczona jest 
Tak ciężko zabrać głos a niemoc rozsądkiem starać pokonywać się...  
Jak tego dokonać 
przecież 
rozum z miłością toczą walki wręcz 
Który wybrać głos 
jak chce się kochać i równocześnie wolnym być

Pragnienie….

Nie pragnęła miłości 
która w bajkach jest 
Chciała tylko wiedzieć że bez jej uśmiechu 
jest mu źle 
Że mimo czasem chłodnych słów 
To pragnie spojrzeć w oczy Jej 
By wyczytać co w nich jest  
jak tęsknotą za nim karmi kolejny zmierzch i świt  
Jak pragnie by okrył ją płaszczem ramion swych 
i pocałunkiem zaczarował tak 
by przestał wokół istnieć świat 
Pragnie wierzy nadzieją żyje dziś 
że mimo ciężkich chwil 
nie wszystko stracone....  
i On jednak spojrzy 
w oczy Jej i spełnią się o bliskości najpiękniejsze sny 






Świt…..

Za oknami świt
a w mej głowie
gonitwa myśli mych
Nie tak miało być
a jednak kolejny raz nie wyszło nic
Myśli biegną raz dwa trzy
a z oczu kapią łzy
Dlaczego to wszystko tak trudne jest ?!
Pragnę tylko kochać i kochaną być
A dziś miłość do krwi
rani
serce me
Jak trudno znaleźć jej sens
gdy w duszy tak źle…
Może następny świt
ukoi mój ból
a uśmiech zastąpi łzy
Muszę w to wierzyć
bo bez wiary nie ma nic
To ona pozwala nam marzyć i śnić
A ja nie chcę z bólem żalem i nieodwzajemnioną tęsknotą
rozpoczynać kolejny świt

Spotkanie

Poznali się całkiem przypadkiem
Tak banalnie o klawiaturę stuknęły ich palce
Polubili od pierwszego dnia
Wiele nocy nie przespanych ale jak cudownie na rozmowie zrehabilitowanych
Później przyszedł czas na spotkanie
On wysoki przystojny męski i spokojny taki Ona mała ładna ale jak gołębica płochawa
Spędzili czas przy kawie
Rozmowie nie było końca…
Chociaż inna ta za dnia niż w nocy To tak że miała swój czar uroczy
Gdy się żegnali to wiedzieli już że to nie pierwszy i ostatni raz kiedy spędzają z sobą czas
Chociaż tego głośno nie mówili to w głębi duszy czuli jak ich serca z głębokiego snu się obudziły…
Rozpoczął się czas „przyjaźni”
Czas piękny ale również kuszony przez los…
Lecz Jego cierpliwość wytrwałość oraz zadziorność Jej… Pozwoliły im pokonać ten czas kiedy los na nosie im grał
Umocniło to ich więź że Przyjaźń w Miłość zrodziła się… I chociaż tak banalnie w klawiaturę stuknęły ich palce
To To że się poznali może wcale nie było przypadkiem…

 

Chłód

JEJ serce tonie jak rozbitek wśród fal W odmęcie uczuć pragnie by wskrzesiło się dno Wypalone wykruszone jak dusza JEJ wystarczy jeden ciepły gest ale nawet on o skały ciszą rozbity jest Fala za falą zalewa okręt nadziei że będzie lżej Lecz tak się nie stanie Ona to wie I pod krą lodu ukryje serce swe :(

W życiu piękne są tylko chwile

Łap chwilę jak piękne motyle
Bo tylko „one” pokażą
ile życie jest miłe
Wiem chwilą
żyć się nie da
Ale gdy jest źle
lub uśmiechu brak
To wtedy
z zakamarków „duszy”
wyciąga się chwile te
Które sprawiły
że świat kolory miał
Dzięki chwilom tym
Znów
można przez trudy
„życia” dalej iść
i na przekór wszystkiemu
uśmiechać się
Nawet gdy w koło
„świat”
śpiesznie do przodu gna….
I nie ważne
czy na jedną czy na chwilę dwie
Warto uśmiechać się
Bo to uśmiech sprawia że
„szczęście” przy „nas” jest :)

Życia dar

Uśmiechnęli się dziś Kasia Olek Ala Ola i Bolek
To nie wszyscy tak
którzy pokazują nam
jak wielki jest
” Życia Dar ”
Ich dom to sala szpitalna jest
a igiełki i strzykawki
to normalność dla nich też
Mimo bólu i czasem zwątpienia sens
To ich wiara i nadzieja
jest wielka tak że marzeniami pokonują
najgorszy stan
Dziś los na ich ramionka
rzucił ogromny cios
a Oni mimo tego dają mu pstryczka w nos
Nie marudzą i nie płaczą
tylko z całych sił z chorobą walczą
Pokory uczą nas mówiąc
” idź do przodu walcz ”
Walcz o to co sprawia że uśmiechasz się
a zobaczysz
że pokonasz nawet największy lęk
A my ludzie małej wiary
narzekamy
bo nam nie pasują
makijaż i sandały
Więc z tej siły dziecięcej
przykład weźmy chociaż raz
Bo nie wiemy co za rogiem czeka Nas

Ja

Mówią „dziwna jesteś”
i to jest fakt
Jestem inna jak każdy z „nas”
Dziwi taki stan
ale czasem gubię się po prostu tak
Jak mam stwierdzić fakt
że raz „lubię Cię” a raz
znikaj „babo namolna” tak
Lubię dobrze bawić się , pogadać
i pośmiać się
a i owszem słowem „przywalić” potrafię też
Taki to fakt
że czasem siedzi we mnie „żmii jad”
Potrafię wysłuchać i kumplem być też
w otwarte karty
możesz ze mną zagrać dziś
Ale niezmienny stan
że nade wszystko „kobiecy” mam świat
i taki to fakt
co mi nie powiesz
dopowiem sobie „JA”

Szczyt

Co jest nie tak
że ludzie są jak uśmiech masz
Lecz gdy zły dopada Cię dzień
to wolą po kątach chować się..
Dlaczego tak jest ,że liczy się hajs
i to jaki status masz
Za priorytet biorą to
Gdy jesteś na szczycie
to przyjacielem Cię zwą
Ale gdy upadasz na dno
to wolą zamknąć usta i odwrócić wzrok
Jednak najgorszy niefart
gdy dochodzi do Ciebie
że dla tych ” przyjaciół ”
byłeś tylko jedną z wielu opcji
którą mają
w swoich komputerowych grach
Klik klik znikasz w mig
taki
śmieszny trik
Który daje im myślenie
że po kątach chował się będziesz teraz Ty

Świat

Z filiżanką kawy siedzę tak
Myślami otaczam świat
Świat bez kolorów i barw
Ze smutnymi twarzami wokół nas
Świat buntu pełen chwili złych
Lecz ja nie jestem dziś w nim
Dziś mój świat kolory ma
Nawet kawa inny ma smak
gdy życie
pięknymi barwami
otacza nas
Z zadumy chwili łyk
porusza mnie
tkliwość myśli mych
Płatki śniegu wirują wokół mnie
Już wiem dziś jest ten dzień
kiedy zmienić wszystko chcę
Marzeniami rozkruszę każdy mur
z popiołów podniosę się znów..
Dopijam ostatni kawy łyk
I biegnę gonić wiatr
który woła ” by nie poddawać się od tak ”
Bo życie dla każdego z nas
piękną melodie gra  :-)

Pociąg marzeń……

Ruszył pociąg marzeń
Cichy stukot kół , wprawia Twoje serce w ruch
Tam na tej ciemnej stacji
zostawiasz ból
bo wiesz
że z każdym minionym kilometrem
zbliżasz się ,do krainy gdzie
świat pokolorujesz w kolorze blue
Lody do woli będziesz jeść
na chmurce poleżysz też
Słoneczko narysuje uśmiech znów
a noc da wytchnienie płynącym łzom
Ucichł stukot kół
budzisz się z pięknego snu
ale Ty , Ty i Ty dobrze wiesz
że marzenia warto mieć
do woli spełniać je
I kiedy będziesz tylko chcieć
pociąg znowu ruszy ten…